Biegły w sprawie o błąd medyczny.

Michał Grabiec        07 października 2019        Komentarze (0)

Wszyscy wiedzą, że biegli w sprawach o błąd medyczny są niezwykle ważnymi uczestnikami tych postępowań. Często słyszy się nawet, że  to właśnie biegli “wydają wyrok w sprawie o błąd medyczny“. Coś w tym jest, bo faktycznie biegły bardzo często tłumaczy sądowi o co chodzi w sprawie.

błąd medycznyProwadzę od 2017 roku sprawę o błąd medyczny. Proces bardzo złożony. Dotyczy możliwego błędu przy diagnostyce nowotworowej, opiece pielęgniarskiej, organizacji pracy placówki sprawującej opiekę nad pacjentką. W takiej sytuacji dobrym rozwiązaniem może być opinia instytutu medycznego, lub opinia łączna kilku biegłych. Przesłuchaliśmy już prawie wszystkich świadków, zgromadziliśmy kilka segregatorów akt sprawy. Biegli będą mieli czym się zająć.

A może  wcale nie dojdzie do wydania opinii w tej sprawie?

W ubiegłym miesiącu otrzymałem następujące pismo z Sądu Okręgowego:

“Sąd informuje, że zwrócił się do 10 instytutów z prośbą o informację czy te są w stanie podjąć się sporządzenia opinii. Żaden z instytutów nie wyraził zgody na sporządzenie opinii. Proszę więc o wypowiedzenie się w terminie miesiąca co do wskazanej kwestii”.

Sytuacja bardzo niedobra z punktu widzenia wymiaru sprawiedliwości, bo takie problemy mogą w istocie sparaliżować jego podstawowe funkcje – rozstrzyganie sporów. A w takich sprawach nie może “powstać” wyrok bez opinii biegłego. Sąd na potrzeby tego postępowania nie skończy studiów medycznych, potem specjalizacji, by następnie orzec o błędzie medycznym w gastroenterologii klinicznej.

Problem nie jest wcale nowy. Już w 2016 roku na blogu znalazł się post o tytule “Biegli sądowi – naglący problem postępowań sądowych”. Już w tym artykule wskazywałem na ten narastający problem z pogranicza prawa i medycyny.

Zresztą samo znalezienie osoby biegłego jest czasami dopiero początkiem problemów. Opinia może być na tyle kiepska, że nie będzie przydatna na potrzeby postępowania i żadna ze stron nie będzie z niej zadowolona (korzystna, ale kiepska opinia nie chroni interesów strony wygrywającej proces, bo łatwiej taką opinię podważyć – chociażby w postępowaniu apelacyjnym). Post o tej tematyce też znalazł się kiedyś na blogu – “Dobra i zła opinia biegłego“.

A tymczasem otrzymaliśmy niedawno opinię zaczynającą się od zdania:

“Wirusowe zapalenie wątroby typu C rozpoznano u Pana X w 2005 roku, na podstawie biopsji wątroby wykonanej w 2006 roku

Czyżby podróże w czasie były remedium na palący problem biegłych w sprawach o błąd medyczny?

Czy lekarz może zobaczyć skargę do rzecznika odpowiedzialnosci zawodowej?

Michał Grabiec        01 października 2019        Komentarze (0)

Taki wynik wyszukiwarki Google przekierował czytelnika na łamy tej strony. Prawdopodobnie odwiedzający trafił na post pod tytułem “Postępowanie dyscyplinarne lekarzy“, który cieszy się sporą popularnością i zanotował do dnia dzisiejszego aż 190 komentarzy. Sam artykuł ma około 5 lat, ale jak widzę, nie stracił zbytnio na aktualności i z grubsza odpowiada na pytanie, co może zobaczyć lekarz w toku sprawy. Ale odpowiadając bardziej precyzyjnie na pytanie:

Czy lekarz może zobaczyć skargę, która została przeciw niemu skierowana przez niezadowolonego pacjenta?

Może.

Zgodnie z ustawą o izbach lekarskich, stroną postępowania w przedmiocie odpowiedzialności zawodowej lekarzy (potocznie zwanym postępowaniem dyscyplinarnym lekarzy) są:

  • lekarz, którego dotyczy postępowanie;
  • pokrzywdzony (najczęściej pacjent, ale można wyobrazić sobie sytuację, że pokrzywdzonym będzie na przykład osoba upoważniona przez zmarłego pacjenta, której odmówiono dostępu do dokumentacji medycznej tego pacjenta);
  • rzecznik odpowiedzialności zawodowej lekarzy (OROZ).

Wątpliwości może budzić etap, na którym lekarz (lub inna strona postępowania) może otrzymać dostęp do akt postępowania.

Sama procedura dzieli się na kilka etapów:

  • czynności sprawdzające;
  • etap postępowania wyjaśniającego;
  • postępowanie przed sądem lekarskim;
  • faza postępowania wykonawczego.

Na każdym z tych etapów, strony mają dostęp do akt postępowania. Jeżeli jednak nie doszło do wszczęcia czynności sprawdzających, dostęp do akt może być utrudniony.

Zgodnie z ustawą, celem czynności sprawdzających jest:

“wstępne zbadanie okoliczności koniecznych do ustalenia, czy istnieją podstawy do wszczęcia postępowania wyjaśniającego. W trakcie czynności sprawdzających nie przeprowadza się dowodu z opinii biegłego ani czynności wymagających spisania protokołu, z wyjątkiem możliwości przesłuchania w charakterze świadka osoby składającej skargę na lekarza”

Innymi słowy – akta muszą trafić na biurko OROZ. W tym momencie mamy do czynienia z czynnościami sprawdzającymi. Zanim skarga zostanie przekazana rzecznikowi, nikt raczej nie otrzyma do niej dostępu (formalnie nie ma jeszcze postępowania).

lekarz może zobaczyć

W praktyce, często jest tak, że dochodzi do wstępnego przesłuchania lekarza i osoby skarżącej i wówczas lekarzowi pokazywana jest skarga. Z punktu widzenia rzecznika prościej jest pokazać pismo niż tłumaczyć dlaczego lekarz został wezwany na przesłuchanie.

Już po czynnościach sprawdzających może dojść do wszelakiego rodzaju rozstrzygnięć, w tym wydania postanowienia o wszczęciu postępowania wyjaśniającego lub odmowie wszczęcia takiego postępowania. Ale to już inna historia…

P.S.: W praktyce przed rzecznikiem nikt się tak wesoło nie uśmiecha jak na załączonym obrazku. Ale nie jest też aż tak strasznie jak potrafią sobie to niektórzy wyobrażać 🙂

Jak wygląda postępowanie o przymusowe leczenie psychiatryczne?

Michał Grabiec        26 września 2019        Komentarze (0)

Nasi klienci, którzy chcą nam powierzyć prowadzenie sprawy o przymusowe leczenie psychiatryczne często mają wątpliwości związane z przebiegiem takiego postępowania. Jednym z nich jest:

“A co jeśli X nie stawi się na badania?”

Pytanie bardzo rozsądne, bo faktycznie uczestnicy postępowania często nie chcą stawić się na badanie przed psychiatrą. Możemy przygotować dobry wniosek, ale istotna jest ocena stanu psychicznego osoby potencjalnie chorej psychicznie. Samo przekonywujące uzasadnienie wniosku jeszcze nie przesądzi o umieszczeniu chorego w placówce psychiatrycznej. Sąd zresztą także niekiedy chce osobiście poznać osobę objętą wnioskiem, a mimo tego osoba nie stawia się na wezwania sądu.

W takiej sytuacji sąd może wydać postanowienie, w którym nakaże przymusowe doprowadzenie osoby przed swoje oblicze, lub na badanie do biegłego. W praktyce takie postanowienie wykonuje Policja – funkcjonariusze po prostu grzecznie doprowadzają taką osobę.

Częstą praktyką jest także powołanie pełnomocnika z urzędu dla osoby objętej wnioskiem. Pełnomocnik odbiera korespondencję (może być tak, że osoba chora wcale nie orientuje się, że otrzymuje jakieś pisma z sądu) i reprezentuje interesy swojego klienta. Pełnomocnikiem zostaje adwokat lub radca prawny wyznaczany przez izbę radców prawnych lub radę adwokacką.

Drugim bardzo często zadawanym pytaniem jest:

“A co jeśli X nie stawi się do szpitala psychiatrycznego na leczenie? 

I także jest to dobre pytanie, bo pacjenci lekceważą czasami orzeczenie sądu o potrzebie umieszczenia osoby chorej w szpitalu. Po wydaniu orzeczenia, wykonaniem postanowienia sądowego zajmuje się marszałek województwa. Oczywiście to nie sam marszałek przychodzi do osoby chorej i namawia ją do dobrowolnego stawiennictwa na oddziale szpitala psychiatrycznego. Każdy z marszałków upoważnia do tego określonego lekarza psychiatrę działającego w danym województwie.

Takim psychiatrą, jest na przykład wojewódzki konsultant w dziedzinie psychiatrii. Psychiatra kieruje danego pacjenta do określonej placówki, a w razie konieczności wzywa Policję żeby przyprowadziła pacjenta do szpitala. Jak widzisz, postanowienie sądu musi zostać wykonane. Nie jest tak (jest to częsta obawa klientów), że sąd wyda postanowienie, chory się nie stawi do szpitala i gra skończona.

przymusowe leczenie psychiatryczneW razie konieczności wkraczają instytucje państwowe, które zapewniają wykonanie orzeczenia sądu. Oczywiście opór ma swoje negatywne skutki, bo przedłuża postępowanie. Przy “współpracującym” uczestniku, cała procedura może trwać kilka miesięcy, przy unikaniu kontaktu z sądem, biegłym lub szpitalem, postępowanie może trwać dobrze ponad rok (samo wyznaczenie pełnomocnika z urzędu to w praktyce kilka miesięcy).

Czy przymusowe leczenie psychiatryczne pomaga pacjentom? Często, ale nie zawsze. Nie będę czarował, że jest to złoty środek, który odmienia rzeczywistość.

Z relacji klientów wynika, że pacjentom faktycznie się polepszył się stan zdrowia psychicznego, zaczęli dobrowolnie brać leki i wrócili do życia rodzinnego czy społecznego. Ale zdarzają się też przypadki nieprzynoszące najlepszych efektów.

Sąd nie wyleczy chorego. Od tego są lekarze, których sukces może zależeć od wielu czynników. Ale jednym czynników polepszających rokowania jest z pewnością jak najszybsze rozpoczęcie leczenia osoby chorej.

“Ideologia” LGBT a ustalenie płci

Michał Grabiec        24 września 2019        Komentarze (0)

Wszyscy mieszkamy mniej więcej na tej samej planecie, chociaż niektórzy sprawiają wrażenie jakby intelektualnie dryfowali w kierunku odległych galaktyk. Przedstawicielem tego drugiego gatunku jest z pewnością jeden z wysokich hierarchów kościelnych, zwany Jędraszewskim Markiem. Postać to specyficzna, nawet jeśli nie brać pod uwagę dość osobliwego sposobu ubierania się tego pana.

Ostatnio dosyć łatwo trafić na zestawienie dwóch słów: Ideologia + LGBT. Razem tworzy to krzykliwe hasło “Ideologia LGBT”, stosowane powszechnie do szczucia jednych na drugich.  Może i socjotechnicznie sprytne, ale wielce szkodliwe.

Dlaczego?

Całkiem niedawno napisałem post pod tytułem “Antymedyczna propaganda anty-LGBT“. Kilka osób podziękowało mi mailowo i poprzez media społecznościowe za wykonywanie rzekomo dobrej roboty. Tym osobom powinienem publicznie podziękować, co też czynię.

Jednak nawet opisywanie rzeczywistości i popieranie jej tezami wyjętymi wprost ze świata nauki nie wszystkim wystarcza. Niektórych może zaskakiwać, ale Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób nie wymyślają  watykaniści, lecz przede wszystkim lekarze. Na szczęście nie jest ona opracowywana w naszym kraju. Podejrzewam, że dość szybko zostałby uruchomiony narodowy (jak zresztą większość dzisiejszych inicjatyw ogólnopaństwowych) program bezpieczeństwa epidemiologicznego ukierunkowany na zwalczanie zarazy, wiadomo, tęczowej.

LGBTNie znam zbyt dokładnie założeń przejęcia władzy nad światem przez tęczową zarazę, wiem jednak, że składa się ona w dużej części z ludzi wartościowych, lecz w pewnym momencie życia mocno pogubionych. Zdanie sobie sprawy, że jest się osobą trans, homo, czy bi jest dużym przeżyciem i może prowadzić do swego rodzaju dezorientacji. I często prowadzi, o czym zapewniają mnie moi klienci.

Osoby LGBT, które znam, raczej nie knują przy tęczowym blasku świecy jak zdobyć władzę na światem, przymusowo seksualizować polskie dzieci i zwalczać chrześcijaństwo. Raczej chcieliby żeby władza dała im spokój i pozwolili funkcjonować w myśl znanej w filozofii regule: nie czyń drugiemu co tobie niemiłe.

Ostatnio jeden z klientów otrzymał niezbyt korzystną opinię medyczną w swoim procesie uzgodnieniowym. Przekazałem opinię mailowo i poprosiłem klienta o odniesienie się do jej treści. Otrzymałem listę zastrzeżeń. Jedno z nich zawierało w sobie skrót LGBT (dla niewtajemniczonych – nie chodzi o “Lamy, Guźce, Borsuki i Tapiry”, ale – “Lesbian,Gay,Bisexual,Transgender”)

Po kilku godzinach, klient napisał drugiego maila z prośbą żeby z treści zastrzeżeń usunąć skrót LGBT, gdyż źle się obecnie kojarzy.

W pełni go rozumiem, ale nie jest dobrze, gdy jakaś grupa społeczeństwa zaczyna się “źle kojarzyć“, odstawać, nie pasować, lub wręcz przeszkadzać innym. Prosta droga społeczeństwa, którego członkiem nie chcę, i pewnie Ty też nie chcesz być. Jakby ktoś miał jeszcze wątpliwości, właśnie takich czasów się doczekaliśmy.

A tymczasem, niektórzy  będą nadal do swoich pisemek załączać naklejki z napisem: “Strefa wolna od LBGT“. Czas to przerwać.

Wojewódzkie komisje ds. zdarzeń medycznych – do likwidacji!

Michał Grabiec        19 września 2019        Komentarze (0)

Postępowanie przed wojewódzkimi komisjami ds. orzekania o zdarzeniach medycznych mamy z grubsza opanowane. Przeprowadziliśmy tych procesów pewnie z kilkadziesiąt, reprezentując zarówno wnioskodawców, jak i podmioty lecznicze. Dzisiaj mogę śmiało powiedzieć – wojewódzkie komisje nie zdały egzaminu.

Przyznam, że gdy komisje ds. zdarzeń medycznych wchodziły do polskiego porządku prawnego, zaliczałem się do ich entuzjastów. W założeniach wyglądało to całkiem fajnie – podmiot działający szybciej niż sąd, mniej sformalizowany, niższe koszty postępowania. Ustawa zakłada przecież, że postępowania mają trwać maksymalnie cztery miesiące, a koszty zamykają się z reguły w około 1 tys. zł.

Sąd, w cztery miesiące jest w stanie wydać co najwyżej nakaz zapłaty i (rzadko) wyznaczyć jeden termin rozprawy. Jednak  rzeczywistość brutalnie zderzyła się z założeniami.

wojewódzkie komisjePrzede wszystkim czas postępowania. Dotychczas jeden raz miałem do czynienia z przypadkiem, że komisja w ustawowe cztery miesiące wydała orzeczenie o zdarzeniu medycznym lub o braku zdarzenia medycznego. Akurat wtedy reprezentowałem jeden ze szpitali i wnioskodawczyni twierdziła, że usuwając niegroźną zmianę w piersi, chirurg usunął zbyt wiele tkanki, przez co piersi pacjentki stały się zgoła nieproporcjonalne. Nie miałem wcześniej ani później wglądu w piersi tej pani, jednak przesłuchiwany w sprawie chirurg całkiem rozsądnie wytłumaczył dlaczego tak się mogło stać. I było po sprawie. Wnioskodawczyni nie składała wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy.

W pozostałych przypadkach, czas postępowania wielokrotnie się wydłuża – niekiedy faktycznie szybciej kończą się postępowania sądowe niż postępowania przed komisjami. Czyli jedno z założeń się zupełnie nie spełniło.

Jednak najwięcej zastrzeżeń można mieć (niestety) do merytorycznej pracy tych podmiotów. Ostatnio do jednej z komisji wpłynęła opinia wojewódzkiego konsultanta specjalizującego się w zakażeniach szpitalnych. Czas oczekiwania na opinię wyniósł 1 rok i 8 miesięcy.

Opinia składała się z kilkunastu zdań, w którym opiniujący pomylił nazwę szpitala, źle odczytał daty rozpoczęcia antybiotykoterapii i pominął chronologię zdarzeń na oddziale. Konsultant ewidentnie nie był tego dnia w dobrej formie. Komisji to jednak nie przeszkadzało i wydała orzeczenie, stwierdzając, że opinia JEST i na jej podstawie wydane zostanie orzeczenie.

Wszystko fajnie, tylko komisja nie ma możliwości wydania orzeczenia, w którym “nakazuje aby zapłacił pozwanemu na rzecz powoda kwotę X”, po czym można z takim wyrokiem udać się do komornika.

NIE.

Komisja wydaje tylko i wyłącznie orzeczenie o zdarzeniu medycznym (lub jego braku) i to strony powinny się porozumieć do co wysokości ewentualnego zadośćuczynienia. Trudno jednak dogadać się w sytuacji, gdy orzeczenie jest po prostu kiepskie i nikogo nie przekonuje.

Nawet jeżeli podmiot leczniczy (szpital) zostanie uznany odpowiedzialnym za zdarzenie medyczne, to słabo uzasadnione i nieweryfikowalne orzeczenie nie sprawi, że kierownictwo szpitala uzna, że warto się z pacjentem dogadać. Zresztą brak swego rodzaju szacunku do tych podmiotów doznałem sam, gdy jedna dyrektor szpitala wręczyła mi wniosek o ustalenie zdarzenia medycznego ze słowami: “Panie mecenasie, coś takiego ze 2 miesiące temu do nas wpłynęło” (termin na ustosunkowanie się do wniosku o ustalenie zdarzenia medycznego wynosi 30 dni).  Jednak gdy wpływa pismo z sądu, NFZ-u to reakcja jest zdecydowanie inna.

Pacjent  po 2 letnim, i byle jak przeprowadzonym postępowaniu nadal nie będzie wiedział czy był dobrze leczony. Orzeczenie komisji nie wpłynie na jego decyzję czy skierować pozew o odszkodowanie/zadośćuczynienie do sądu.

I jedno z głównych założeń utworzenia komisji, po prostu się nie spełniło. Założeniem tym było odciążenie sądów i rozstrzyganie sporów medycznych na drodze polubownej. W tym wymiarze także osiągnięto popisową klęskę.