Czy sąd uwzględni nasz wniosek o leczenie psychiatryczne?

Michał Grabiec        28 listopada 2019        Komentarze (0)

Czy sąd uwzględni nasz wniosek o leczenie psychiatryczne? Nie lubię tego pytania, a pada ono praktycznie na każdym spotkaniu z rodziną, która chce taki wniosek złożyć. Jako prawnik, czyli osoba z założenia praktyczna (chociaż nie do końca) nie lubię odpowiadać na pytania na okrętkę, wymijająco i nadmierną rozwlekłością.

A w takim przypadku niestety trzeba odpowiedzieć – “To zależy“. Jednak taka odpowiedź, mimo, że lubiana przez prawników, nie jest wystarczająca i zawsze wymaga wyjaśnienia, które wcale nie jest proste.

Po pierwsze, postępowanie o przymusowe leczenie psychiatryczne to także swego rodzaju proces medyczny. Co za tym idzie? Otóż bardzo ważną rolę odgrywa opinia biegłego psychiatry, który posiada wiedzę specjalistyczną i pomoże sądowi odpowiedzieć na wątpliwości związane ze stanem zdrowia pacjenta. A z tym jest różnie.

Prowadziłem kiedyś proces, w którym chory pacjent (krewki góral, który lubił mocne trunki i całonocne drzemki w swoim fiacie 125) lubił witać przyjezdnych strzałami z wiatrówki. Strzelał na szczęście niezbyt celnie z uwagi na silną wadę wzroku. Do sądu Pan Janek przyszedł wprawdzie bez broni i biegły na początku dał się nabrać, że wszystko z nim OK. Dopiero druga (lub trzecia) opinia przeważyły i Pana Janka skierowano na oddział zamknięty.

Dla jego korzyści zresztą, bo pobyt w szpitalu nie trwa przecież wiecznie i czasami po kilku tygodniach można pacjenta po prostu wypuścić do domu z zaleceniem przyjmowania leków. Trzeba uczciwie przyznać, że z tym przyjmowaniem leków jest różnie. Jeden pacjent będzie się pilnował, drugi po roku stwierdzi, że już jest z nim wszystko w porządku i przerwie terapię.

wniosek o leczenie psychiatrycznePo drugie – nawet dobrze przygotowany wniosek nie zawsze zaowocuje skierowaniem na leczenie. Czasami pacjent jest faktycznie chory, jednak nie na tyle by  pozbawiać go wolności i umieszczać na oddziale zamkniętym szpitala psychiatrycznego. Sąd Najwyższy stoi bowiem na stanowisku (i słusznie zresztą), że przesłanki przymusowego leczenia powinny być interpretowane niezwykle ściśle i rygorystycznie.

A same przesłanki nie są specjalnie konkretne. Ustawa mówi bowiem, że należy przyjąć pacjenta do szpitala jeśli jego/jej:

“dotychczasowe zachowanie wskazuje na to, że nieprzyjęcie do szpitala spowoduje znaczne pogorszenie stanu jej zdrowia psychicznego”

No właśnie. Nie do końca wiadomo kiedy nieprzyjęcie do szpitala spowoduje “znaczne” pogorszenie, kiedy “nieznaczne“, a kiedy wcale nie spowoduje. Jedno słowo, o które roztrząsa się z reguły cały proces.

Dlatego nigdy do końca nie wiadomo czy sąd uwzględni wniosek o leczenie psychiatryczne w trybie art. 29 ustawy o ochronie zdrowia psychicznego.

Nieprawidłowe leczenie ortodontyczne – odszkodowanie i zadośćuczynienie

Michał Grabiec        21 listopada 2019        Komentarze (0)

Zawód stomatologa należy do całkiem dobrze opłacanych. Jednak nie jest to też praca łatwa i bezstresowa.  Mając na uwadze stopień specjalizacji świadczonych przez dentystów usług, oraz jego różne warianty – leczenie implantologiczne, leczenie ortodontyczne – robi się naprawdę wąskospecjalistycznie. Zresztą specjalizacja jest  znakiem naszych czasów – nie ma już właściwie dobrych i skutecznych prawników znających się na całym prawie. Również w świecie medycyny następuje coraz ściślejsza profesjonalizacja i skupienie się na wąskim obszarze działalności.

Wokandy sądów coraz bardziej zapełniają się sprawami o odszkodowanie i zadośćuczynienie za leczenie dentystyczne. Widać jednak, że sędziowie także poruszają się po tym gruncie dość niepewnie, zwłaszcza jeśli lekarz czy biegły uzasadnia dlaczego implant zębowy został wprowadzony skośnie kątowo do wyrostka i  do zatoki szczękowej, natomiast dla reszty implantów lepszym miejscem będzie jama nosowa.

leczenie ortodontyczneCoraz częściej, w sprawach sądowych o odszkodowanie i zadośćuczynienie związane z leczeniem stomatologicznym pojawia się problematyka sporządzenia odpowiedniego planu leczenia i “rozpoznania pola walki” – czyli przygotowania siebie (i pacjenta) do tego z czym będzie się wiązało konkretne leczenie  –  również w zakresie przygotowania finansowego, gdyż dentysta potrafi naprawdę sporo kosztować.

W jednej ze spraw, w której małoletni pacjent (reprezentowany przez rodziców) otrzymał odszkodowanie i zadośćuczynienie, głównym zarzutem powoda było właśnie nienależyte przygotowanie całego procesu leczenia i brak informacji o podejmowanych działaniach (czyli nieprzekazanie pacjentowi planu leczenia).  Lekarz wykonał przed podjęciem leczenia zdjęcie pantomograficzne, wykonał wyciski, modele gipsowe, fotografie twarzy dziecka. Wszystko wyglądało jak najbardziej w porządku.

Nie został  jednak uwzględniony  ważny szczegół. Jak pewnie wszyscy wiemy, dzieci czasami rosną. W skład dziecka wchodzą także jego kości, które siłą rzeczy także rosną.

Jak powiedział na rozprawie biegły, dla prognozowania tego, jak będzie rosła żuchwa dziecka, ważne jest wykonanie zdjęcia cefalometrycznego, które pozwala ocenić jak rozwijają się kości pacjenta. Biegły niestety stwierdził, że leczenie prowadzone było w sposób niestaranny i konieczne będzie jego powtórzenie właściwie w całości. Koszt wykonania samego zdjęcia to zaledwie kilkadziesiąt złotych…

Smaczku całej sprawie dodawał fakt, że prowadzący leczenie ortodontyczne stomatolog nie posiadał specjalizacji z zakresu ortodoncji, lecz przeszedł jedynie przeszkolenie w tym zakresie. Wprawdzie ta okoliczność nie była dla sądu przeważająca, jednak w uzasadnieniu, sąd wskazał, że utwierdziła sąd w przekonaniu, że całościowo usługi stomatologiczne nie były wykonywane prawidłowo.

Jaki był efekt tego procesu?

Pacjent nie uzyskał wszystkiego czego chciał, bo trochę przeszarżował ze swoim roszczeniem. Uzyskał jednak zwrot kosztów całego (!) leczenia ortodontycznego jako odszkodowanie, oraz zadośćuczynienie za naruszenie praw pacjenta wynikające z braku przekazania planu leczenia.  Wyrok jest prawomocny – sąd odwoławczy w większości zgodził się z wyrokiem sądu pierwszej instancji. Książkowy wręcz przykład sprawy, w której błąd został popełniony na samym początku (brak planu leczenia, niewykonanie zdjęcia cefalometrycznego) i wszystkie późniejsze efekty są jego wynikiem.

Czy można przeprowadzić sądową zmianę płci bez opinii biegłego?

Michał Grabiec        12 listopada 2019        Komentarze (0)

Czy można przeprowadzić sądową zmianę płci bez czasochłonnej procedury wydawania opinii przez biegłego sądowego? Można. Zresztą znając realia rodzimego sądownictwa, powinno się odpowiedzieć, że wszystko jest możliwe. Fantazja polskich sędziów i referendarzy sądowych czasami zawstydziłaby samego Johna Tolkiena, o czym możemy się regularnie przekonywać uczestnicząc w procesach sądowych.bez opinii biegłego

Jednak z “procesem o uzgodnienie płci bez opinii biegłego” jest trochę jak z Yetim albo  zamachem w Smoleńsku. Wszyscy o nich słyszeli, jednak mamy mało dowodów na ich istnienie.

Od dłuższego czasu, reprezentując transseksualnych klientów,  przekonujemy polskie sądy o tym, że w sprawach osób trans nie zawsze konieczne jest powoływanie biegłego seksuologa, psychiatry i seksuologa. Nie znaczy to, że specjaliści nie mają znaczenia w procesach uzgodnieniowych (chociaż znamy też stanowiska postulujące odejście od medykalizacji procesów o uzgodnienie płci).

Jednak w wielu przypadkach dysponujemy bardzo rozbudowaną dokumentacją medyczną świadczącą o tym, że osoba transseksualna jest faktycznie osobą transseksualną i nie występuje potrzeba powtórzenia całej procedury związanej z wydawaniem przez kolejnych lekarzy opinii występowaniu  zespołu dezaprobaty płci.

Sądy  dotychczas niezbyt chętnie odstępowały od sięgania po opinię biegłych. W ubiegłym tygodniu zrobiliśmy to – sąd okręgowy na pierwszej rozprawie orzekł o uzgodnieniu płci, bez sięgania po opinie biegłych. Sędzia w ustnym uzasadnieniu wskazał, że w jego ocenie nie występują żadne wątpliwości co do faktycznej płci naszego klienta,  który zresztą na rozprawę przyleciał aż z Florydy. Jego radość jest tym większa, że nie będzie musiał stawiać się ponownie w Polsce na badanie przez biegłych. Czyli wyrok o ustaleniu płci bez opinii biegłego jest jak najbardziej możliwy.

Wprawdzie prowadząc naprawdę wiele procesów sądowych osób trans wiemy do jakiego biegłego lepiej nie trafić, a który wyda opinię w miarę sprawnie, jednak opinia biegłego (lub kilku biegłych) to zawsze spowolnienie całego postępowania o kilka, a w skrajnych przypadkach nawet kilkanaście miesięcy. A jak napisałem na początku – czasami jest to tylko i wyłącznie powtarzanie tych samych badań, które pacjent ma już dawno za sobą. Dochodzi do tego także ekonomia – nie zachodzi konieczność opłacenia opinii sądowej, co zawsze jest jakimś finansowym obciążeniem.

Miejmy zatem nadzieję, że postulowana przez nas praktyka wejdzie na stałe do orzecznictwa sądowego.  A tymczasem zachęcam do lektury dotąd opublikowanych wpisów dotyczących sądowej korekty płci metrykalnej:

I trzymajcie za nas kciuki, bo kropla drąży skałę.

Wniosek o przymusowe leczenie psychiatryczne-doprowadzenie na badanie

Michał Grabiec        16 października 2019        Komentarze (1)

Praktyka sądowa potrafi zaskakiwać. Wszedłem wczoraj na salę rozpraw jednego z sądów rejonowych na południu Polski. Byłem trochę wzburzony, gdyż nie dostałem zawiadomienia o posiedzeniu, a o wszystkim poinformowała mnie dwa dni przed posiedzeniem klientka. Plan dnia, jak zwykle zresztą, nie wypalił.

Sytuacja nieco dziwna, bo miejsce sędziego pozostało puste, natomiast w ławie dla  wnioskodawców siedziała nieznana mi kobieta w bardzo kwiecistej sukience. W innych okolicznościach zastanowiłbym się pewnie nad tym, że wiosenne kwiaty na odzieży nieznajomej nie do końca pasują do samego serca jesieni. I to mimo tego, że na modzie damskiej znam się prawie tak dobrze jak na mechanice samochodowej, czyli wcale.

Wracając jednak z tej niezaplanowanej literacko-motoryzacyjnej wycieczki – miejsce protokolanta także pozostało puste, nie stawił się pełnomocnik osoby chorej ani sam pacjent. Poza mną i moją klientką nie stawił się nikt.

Co się okazało?

Panią we florystycznej stylizacji okazała się sędzia, która wezwała na nieformalne posiedzenie tylko i wyłącznie moją klientkę. Sędzia stwierdziła, że…

Pan mecenas z Katowic, więc co Pan będzie tyle jechał”.

Jednak okazało się, że cała sytuacja nie jest tak absurdalna jak się na pierwszy rzut oka wydaje.

Wniosek o leczenie psychiatryczne w trybie wnioskowym złożyłem jeszcze ubiegłym roku, w listopadzie. Klienci zjawili się u mnie w kancelarii, bo ich syn coraz bardziej wpadał w żelazne objęcia choroby psychicznej i nie bardzo wiedzieli jak wyrwać go z odratować z tej sytuacji.

A widzieli, że coś się dzieje…

Brak kontaktu z otoczeniem, częsta zmiana i porzucanie pracy, regularna wymiana zamków w drzwiach, mówienie o słyszanych zewsząd głosach. Czasami te głosy były dość makabryczne, bo namawiały do zrobienia krzywdy sobie lub komuś. Dochodziły do tego agresywne zachowania względem rodziny. Dość często spotykany schizofreniczny dramat rodzinny.

Przygotowałem wniosek o przymusowe leczenie psychiatryczne i czekaliśmy na badanie przez lekarza i posiedzenie sądowe. Okazało się, że chory postanowił nie stawiać się na badania do psychiatry, a Policja poinformowała sąd, że nie udało jej się odnaleźć pacjenta w miejscu jego zamieszkania.

Nic dziwnego. Policja próbowała odwiedzać pacjenta w godzinach, w których przeciętny człowiek (nawet cierpiący na psychiczne dolegliwości) nie przebywa w domu – 12:50, 15:00 czy 15:20. Wynika to z protokołów sporządzonych przez funkcjonariuszy Policji.

Wniosek o leczenie psychiatryczneJak dotychczas, jedyne czym zakończyło się “nieformalne posiedzenie sądu” to złożenie zapewnienia, że sąd nakaże Policji aby złożyła wizytę u pacjenta o innej porze – wczesnym rankiem lub późniejszym popołudniem. Sąd po prostu chciał dowiedzieć się kiedy pacjent przebywa w domu.

A pacjent jest człowiekiem sprytnym,  stwierdził zapewne że “chcą zrobić ze mnie wariata” i postanowił zagrać w tę osobliwą grę z wymiarem sprawiedliwości i unikać kontaktu z biegłym, sądem i wyznaczonym dla niego pełnomocnikiem z urzędu. W teorii brzmi nieźle – nie da się zbadać pacjenta, więc wniosek o przymusowe leczenie psychiatryczne spali na panewce.  Nic takiego – są sposoby na przymusowe zbadanie pacjenta.

Zgodnie z ustawą o ochronie zdrowia psychicznego, zarządzenia, postanowienia i inne czynności sądowe mogą być wykonywane przy pomocy ratowników medycznych, czy właśnie Policji. Uciekanie przed Policją może postępowanie przedłużyć, jednak taka zabawa nie może trwać w nieskończoność.

Tyle mówi nam teoria, a postępowanie sądowe to przecież czysta praktyka. Ale podobno nie ma nic praktyczniejszego niż dobra teoria. Z naszej praktyki – ta teoria potrafi zadziałać.

Więcej o samej procedurze leczenia psychiatrycznego w trybie wnioskowym przeczytasz między innymi w tym miejscu.

Biegły w sprawie o błąd medyczny.

Michał Grabiec        07 października 2019        Komentarze (0)

Wszyscy wiedzą, że biegli w sprawach o błąd medyczny są niezwykle ważnymi uczestnikami tych postępowań. Często słyszy się nawet, że  to właśnie biegli “wydają wyrok w sprawie o błąd medyczny“. Coś w tym jest, bo faktycznie biegły bardzo często tłumaczy sądowi o co chodzi w sprawie.

błąd medycznyProwadzę od 2017 roku sprawę o błąd medyczny. Proces bardzo złożony. Dotyczy możliwego błędu przy diagnostyce nowotworowej, opiece pielęgniarskiej, organizacji pracy placówki sprawującej opiekę nad pacjentką. W takiej sytuacji dobrym rozwiązaniem może być opinia instytutu medycznego, lub opinia łączna kilku biegłych. Przesłuchaliśmy już prawie wszystkich świadków, zgromadziliśmy kilka segregatorów akt sprawy. Biegli będą mieli czym się zająć.

A może  wcale nie dojdzie do wydania opinii w tej sprawie?

W ubiegłym miesiącu otrzymałem następujące pismo z Sądu Okręgowego:

“Sąd informuje, że zwrócił się do 10 instytutów z prośbą o informację czy te są w stanie podjąć się sporządzenia opinii. Żaden z instytutów nie wyraził zgody na sporządzenie opinii. Proszę więc o wypowiedzenie się w terminie miesiąca co do wskazanej kwestii”.

Sytuacja bardzo niedobra z punktu widzenia wymiaru sprawiedliwości, bo takie problemy mogą w istocie sparaliżować jego podstawowe funkcje – rozstrzyganie sporów. A w takich sprawach nie może “powstać” wyrok bez opinii biegłego. Sąd na potrzeby tego postępowania nie skończy studiów medycznych, potem specjalizacji, by następnie orzec o błędzie medycznym w gastroenterologii klinicznej.

Problem nie jest wcale nowy. Już w 2016 roku na blogu znalazł się post o tytule “Biegli sądowi – naglący problem postępowań sądowych”. Już w tym artykule wskazywałem na ten narastający problem z pogranicza prawa i medycyny.

Zresztą samo znalezienie osoby biegłego jest czasami dopiero początkiem problemów. Opinia może być na tyle kiepska, że nie będzie przydatna na potrzeby postępowania i żadna ze stron nie będzie z niej zadowolona (korzystna, ale kiepska opinia nie chroni interesów strony wygrywającej proces, bo łatwiej taką opinię podważyć – chociażby w postępowaniu apelacyjnym). Post o tej tematyce też znalazł się kiedyś na blogu – “Dobra i zła opinia biegłego“.

A tymczasem otrzymaliśmy niedawno opinię zaczynającą się od zdania:

“Wirusowe zapalenie wątroby typu C rozpoznano u Pana X w 2005 roku, na podstawie biopsji wątroby wykonanej w 2006 roku

Czyżby podróże w czasie były remedium na palący problem biegłych w sprawach o błąd medyczny?