Pacjent zmarł na choroby współistniejące…

Michał Grabiec        31 marca 2020        Komentarze (0)

Słowa, że pacjent zmarł na choroby współistniejące słyszymy niemal w każdym komunikacie informującym o zgonie osoby zakażonej wirusem SARS-cov-2. Nie ma w tym nic śmiesznego, jednak gorliwość raportowania władz państwowych o współwystępowaniu chorób innych niż COVID-19 budzi zdziwienie i podejrzenie czy na pewno wiemy wszystko, co chcielibyśmy. Polacy są autorami świetnych memów, z których mogliśmy się już dowiedzieć m.in., że 2PAC nie został zastrzelony, lecz zmarł na choroby współistniejące, podobnie zresztą jak Jezus Chrystus czy Olo Żwirski w filmie “Psy”.

Dlaczego otrzymujemy komunikaty, że pacjent zmarł na choroby współistniejące?

Tajemnica tkwi prawdopodobnie w drobnym szczególe, a mianowicie we wzorze karty zgonu. Dokument ten funkcjonuje jako załącznik do rozporządzenia ministra zdrowia z dnia 11 lutego 2015 roku w sprawie karty zgonu i wygląda mniej więcej tak:

Lekarz powinien w treści dokumentu stwierdzić i wpisać aż 3 różne przyczyny zgonu:

  • przyczyna zgonu bezpośrednia,
  • przyczyna zgonu wtórna;
  • przyczyna zgonu pierwotna (zasadnicza).

Możesz domyśleć się, że różnica między tymi pojęciami jest niekiedy dosyć mglista. Jeżeli zmarły pacjent nie ma wykonywanej sekcji zwłok, wówczas może być trudne stwierdzenie czy podana przyczyna była powodem bezpośrednim czy też pierwotnym….

A sekcja zwłok wykonywana jest w przypadkach szczególnych, takich jak śmierć przed upływem 12 godzin od przyjęcia do szpitala czy konieczność prowadzenia postępowania karnego w sprawie śmierci człowieka.

Problem nie jest czysto teoretyczny, bo Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny (PZH) wraz z Ministerstwem Zdrowia wydały komunikat w tej sprawie i wytyczne dla lekarzy, którzy orzekają o śmierci osób, które zostały zakażone koronawirusem. Link do sposobu wypełnienia karty zgonu znajdziesz tutaj.

W praktyce trudne może być jednoznaczne stwierdzenie, czy główną przyczyną śmierci danej osoby jest wirusowe zapalenie płuc, czy też choroba osłabiająca odporność – na przykład choroby nowotworowe.

PZH rekomenduje w takich przypadkach wpisywanie chorób nowotworowych jako przyczyn wyjściowych. Jednak prawdopodobnie (tutaj powinien wypowiedzieć się lekarz) są już znane przypadki, gdy pacjent zakażony koronawirusem umiera w wyniku choroby podstawowej, czyli na przykład nowotworu. Praktyka wypełnienia karty zgonu jest zatem nie do końca jasna i może sprawiać problemy lekarzom, którzy mają w sumie istotniejsze zajęcia niż dobrze wyglądające statystyki.

Zwłaszcza, że dosyć często zdarzało się, że lekarz wypełniał kartę zgonu w sposób nie do końca prawidłowy. Niekoniecznie z własnego powodu – w kilku znanych mi przypadkach, wyniki badań mikrobiologicznych (w których potwierdzana była obecność bakterii czy wirusa w krwi, ranie czy płynie mózgowo-rdzeniowym) były gotowe kilka dni po zgonie, gdy karta zgonu była już wypisana. To wszystko sprawia, że statystyki mogą (choć nie muszą) nie do końca oddawać rzeczywisty stan rzeczy, również w przypadku zgonów na tle COVID-19.

Autor ilustracji: thommas68/Pixabay

Opinia biegłego psychiatry w sprawie o leczenie psychiatryczne

Michał Grabiec        27 marca 2020        2 komentarze

Za kilka dni odbędzie się posiedzenie sądu w sprawie o przymusowe leczenie psychiatryczne w postępowaniu, które prowadzę jako pełnomocnik rodziny pacjenta. Posiedzenie się odbędzie, gdyż sprawy prowadzone na podstawie ustawy o ochronie zdrowia psychicznego należą do tzw. spraw pilnych, czyli tych, które odbywają się mimo epidemii COVID-19. Wprawdzie zalinkowany komunikat obowiązuje do 31 marca, jednak wobec postępu epidemii, trudno sobie wyobrazić by ten szczególny okres nie został przedłużony (o ile już nie został). Zresztą sądy już odraczają rozprawy, które miały odbyć się w kwietniu.

Opinia biegłego psychiatry

Ta sprawa jest dosyć specyficzna, bo pacjent nie chciał poddać się badaniu przez biegłego sądowego, psychiatrę. Nie stawiał się na wezwania do biegłego, nie wpuszczał biegłego do domu, gdy ten próbował przeprowadzić badanie w miejscu zamieszkania chorego. Przyznam, że zdarzyło mi się to dopiero pierwszy raz, a postępowań o umieszczenie w szpitalu prowadzę całkiem sporo.

Dopiero współdziałanie nas, sądu i Policji doprowadziło do tego, że pacjent poddał się badaniu. Po prostu psychiatra musiał wejść do mieszkania w asyście Policji. Wcześniej rodzina ustaliła daty przebywania chorego w mieszkaniu. Akcja wymagała więc pewnej organizacji i wykraczała poza standardowe postępowanie w sprawach o przymusowe leczenie psychiatryczne.

Opinia biegłego psychiatry

Wczoraj wpłynęła do kancelarii opinia biegłego psychiatry, w której lekarz postawił diagnozę – schizofrenia paranoidalna. Z opinii wynika, że pacjent nie zdaje sobie sprawy ze swojej choroby, ma stałe poczucie zagrożenia ze strony otoczenia, prezentuje treści urojeniowe. Pacjent izoluje się od wszystkich i niekiedy jest agresywny względem członków rodziny.

Według treści opinii, jedynym sposobem na poprawę zdrowia pacjenta jest umieszczenie go w szpitalu psychiatrycznym. Według dokumentacji medycznej, którą dołączyliśmy do wniosku, pacjent już kilkukrotnie miał zalecone podjęcie terapii, jednak zawsze twierdził, że jest osobą zdrową i nie musi podejmować leczenia. Jest to standardowa reakcja osoby chorej.

Przymusowe leczenie (chociażby kilka tygodni kontrolowanej podaży leków) pozwala przywrócić choremu część świadomości i podjąć decyzję o świadomym kontynuowaniu leczenia. Jeżeli stan zdrowia pacjenta się polepszy, jest on wypisywany ze szpitala psychiatrycznego. Pobyt w szpitalu psychiatrycznym to nie jest wyrok i kara więzienia, ale…

Nie jest to rozwiązanie idealne…

Żeby było jasne – jestem świadom tego, że przymusowa hospitalizacja to ciężki temat. Wspominałem o tym już nie raz, chociażby w artykule “Skierowanie wniosku o przymusowe leczenie psychiatryczne to szalenie trudna decyzja“.

Wiem też, że nie zawsze taka droga ostatecznie pomaga pacjentowi. Możliwa jest dalsza eskalacja konfliktów rodzinnych, czy nawet zerwanie stosunków. Dodatkowo, pobyt na oddziale zamkniętym to nie jest sielanka i warto by rodzina odwiedzała pacjenta, troszczyła się o niego i doglądała czy personel dobrze wykonuje swoje obowiązki. Wprawdzie raczej po szpitalach nie grasują siostry Mildred (“Lot nad kukułczym gniazdem“), jednak warto sprawdzić czy z chorym wszystko ok.

Prawidłowo przeprowadzone leczenie w szpitalu psychiatrycznym to tak naprawdę grupowa terapia rodzinna i samo postanowienie sądu o umieszczeniu w zakładzie nie rozwiązuje wszystkich problemów.

Jednak w aktualnym stanie prawnym (i medycznym) jest to czasami jedyny ratunek dla osoby chorej, która sama nie dostrzega swojej choroby.

Jak napisałem na początku, posiedzenie sądu w tej sprawie odbędzie się za kilka dni. Sądy są obecnie opustoszałe, przy wejściu trzeba pozwolić na zmierzenie sobie temperatury, odpowiedzieć na kilka pytań i zdezynfekować ręce. Oczywiście nie mogę być pewien jakie orzeczenie zapadnie. Opinia biegłego jest wprawdzie jednoznaczna, ale sąd ocenia sprawę samodzielnie i możliwe, że będzie chciał zasięgnąć opinii uzupełniającej, być może nawet biegły został wezwany na posiedzenie.

Zobaczymy. Jestem dobrej myśli.

Autor grafiki: Tumisu/Pixabay

W związku z trudną sytuacją, w jakiej znalazła się polska służba zdrowia, nasza kancelaria pragnie w możliwie najlepszy sposób wspomóc lekarzy, lekarki, pielęgniarki i pielęgniarzy, ratowników i ratowniczki medyczne,osoby zajmujące się diagnostyką laboratoryjną, a także salowe i salowych??‍❤️‍?‍?

Można śmiało powiedzieć, że nasza praca jest w dzisiejszych czasach mniej potrzebna niż służba medyków. Jednak nie chcąc pozostać zupełnie obojętnymi wobec epidemii koronawirusa, pragniemy zaoferować bezpłatną pomoc prawną dla osób bezpośrednio zaangażowanych w batalię z SARS-cov-2.? Wiemy, że to niewiele, ale może w pewnym zakresie komuś pomoże w tej ciężkiej sytuacji.

Bezpłatna pomoc prawna

Na czym jak na czym, ale prawo medyczne to nasza codzienność, więc przynajmniej w tym możemy się przydać. Dzwońcie, piszcie. Jesteśmy dla Was?‍⚕️?‍⚕️

Post ukazał się też na naszym profilu facebook’owym, do śledzenia, którego zachęcam.

Więcej o skutkach prawnych koronawirusa w Polsce przeczytasz w artykule pt. “Czy to już stan klęski żywiołowej w związku z epidemią COVID-19?” oraz “Ograniczenia praw obywatelskich w związku z zagrożeniem epidemicznym COVID 19“.

Czy to już stan klęski żywiołowej w związku z epidemią COVID-19?

Michał Grabiec        21 marca 2020        Komentarze (0)

Od wczoraj mamy w kraju stan epidemii. Nie jest to wyłącznie definicja polityczna wymówiona złotymi ustami premiera Morawieckiego. W ustawie o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, stan epidemii określono jako:

“sytuację prawną wprowadzoną na danym obszarze w związku z wystąpieniem epidemii w celu podjęcia określonych w ustawie działań przeciwepidemicznych i zapobiegawczych dla zminimalizowania skutków epidemii.”

Ustawa zawiera też definicję epidemii i określa ją jako:

“wystąpienie na danym obszarze zakażeń lub zachorowań na chorobę zakaźną w liczbie wyraźnie większej niż we wcześniejszym okresie albo wystąpienie zakażeń lub chorób zakaźnych dotychczas niewystępujących”

Taki stan prawno-epidemiologiczny mamy na dzień dzisiejszy. Powoduje on jednak dalej idące skutki o charakterze ustrojowym czy politycznym. Chodzi oczywiście o przesunięcie terminu wyborów prezydenckich. Jakby nie patrzeć, epidemia pod względem sondażowym jest prezydentowi na rękę. W zasadzie tylko on prowadzi kampanię wyborczą i ma uzasadnienie do wygłaszania orędzi do narodu i chwalenia pracowników ORLEN-u za przestawienie koncernu na produkcję wódki, zwanej nieco na wyrost płynem dezynfekcyjnym.

A Konstytucja RP…

Zgodnie z Konstytucją, wybory (w tym prezydenckie) nie mogą odbyć się w czasie stanu nadzwyczajnego ani w okresie 90 dni po jej ustaniu. Chodzi o zapewnienie możliwości przeprowadzenia sprawiedliwych wyborów, w których nie doszłoby do naruszenia zasad demokratycznej rywalizacji kandydatów ubiegających się o piastowanie ważnych funkcji publicznych. Do stanów nadzwyczajnych zaliczono także stan klęski żywiołowej (oprócz stanu wojennego i stanu wyjątkowego). Stan klęski żywiołowej wprowadza Rada Ministrów w drodze rozporządzenia, z własnej inicjatywy lub na wniosek wojewody.

stan klęski żywiołowej w związku z epidemią

Czy mamy obecnie stan klęski żywiołowej w związku z epidemią COVID-19?

W przepisach mamy definicję stanu klęski żywiołowiej (ustawa o stanie klęski żywiołowej). Definicja ta jest nieco przydługa. Jednak oznacza również katastrofę naturalną rozumianą jako zdarzenie związane z działaniem sił natury powodujące masowe występowanie chorób zakaźnych u ludzi. Oprócz apokalipsy zombie, nasuwa się skojarzenie z obecnym stanem epidemicznym państwa.

Siłą rzeczy pojawia się też pytanie, czy mamy obecnie do czynienia z “masowym” występowaniem COVID-19 powodowanym przez wirusa SARS-cov-2, czyli swojsko już brzmiącym koronawirusem. Zresztą oficjalnie stwierdzony stan epidemii siłą rzeczy kojarzy się raczej z masowym występowaniem zakażeń, a nie incydentalnym występowaniem tej choroby u niektórych jedynie osób.

Na dzień dzisiejszy mamy mniej niż 500 oficjalnie potwierdzonych przypadków zachorowania na COVID-19. Jednak lekarze i naukowcy zgodnie twierdzą, że tak niska liczba zakażonych nie odpowiada rzeczywistości i jest po prostu spowodowana liczbą przeprowadzonych dotąd testów. Jeśli tak, stan klęski żywiołowej w związku z epidemią, jawi się jako oczywistość.

Być może jest to odpowiedź na pytanie, dlaczego testów jest tak mało. Stwierdzenie, że zarażonych jest kilka tysięcy osób wzmocniłoby argumentację, że doszło do “masowego” występowania zakażeń. Nie jesteśmy w stanie tego jednoznacznie potwierdzić, chociaż pytania nasuwają się same.

Artykuł o ograniczeniu niektórych praw obywatelskich w związku z koronawirusem, znajdziesz pod tym linkiem.

Autor ilustracji: Amber Avalona

Czy lekarz może sobie wystawić zwolnienie lekarskie L4?

Michał Grabiec        20 marca 2020        Komentarze (0)

Na pytanie czy lekarz może sam sobie wystawić zwolnienie lekarskie (L4), intuicja podpowiada, że nie. Jednak intuicja to zbyt mało, żeby udzielić odpowiedzi zgodnej z prawem i jeszcze wystawić za to fakturę VAT. Zwłaszcza, że nie jest to zagadnienie czysto teoretyczne. Spotkaliśmy się z nim w naszej praktyce zawodowej 🙂

Z przepisów wynika…

A dokładniej z ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa. Czytamy w art. 54 ust. 1 ustawy, że:

“Zakład Ubezpieczeń Społecznych upoważnia do wystawiania zaświadczeń lekarskich o czasowej niezdolności do pracy z powodu choroby, pobytu w szpitalu albo innym zakładzie leczniczym podmiotu leczniczego wykonującego działalność leczniczą w rodzaju stacjonarne i całodobowe świadczenia zdrowotne albo o konieczności osobistego sprawowania opieki nad chorym członkiem rodziny, zwanych dalej “zaświadczeniem lekarskim”, lekarza, lekarza dentystę, felczera lub starszego felczera, zwanych dalej “wystawiającym zaświadczenie lekarskie”

Ten przepis niewiele nam mówi, oprócz tego, że lekarz powinien legitymować się upoważnieniem wydanym przez ZUS i uprawniającym do wystawienia zwolnień lekarskich. Jednak w innej ustawie znajdziemy już informację, że:

“Lekarz orzeka o stanie zdrowia określonej osoby po uprzednim, osobistym jej zbadaniu lub zbadaniu jej za pośrednictwem systemów teleinformatycznych lub systemów łączności, a także po analizie dostępnej dokumentacji medycznej tej osoby.”

Czy lekarz może sam siebie zbadać?

Do historii medycyny wszedł radziecki lekarz Leonid Rogozov, który zasłynął tym, że w 1961 roku wykonał na sobie udaną operację usunięcia wyrostka robaczkowego. Jakże błahą sprawą wydaje się przy tym zdiagnozowanie u siebie gruźlicy czy zapalenia tkanki łącznej.

A tak zupełnie na poważnie – nie ma prawnych przeciwwskazań by lekarz sam sobie wystawił zwolnienie lekarskie. Żaden przepis prawa nie wyłącza takiego uprawnienia. Nie ma też zakazu łączenia roli lekarza i pacjenta, zwłaszcza w kontekście łacińskiej zasady – “lekarzu lecz się sam” (“medice, cura te ipsum”).

lekarz można sobie wystawić zwolnienie lekarskie

Zwolnienie musi być jednak prawdziwe…

Samą łaciną sprawy z ZUS-em lekarz jednak nie wygra. Jak wiadomo, ZUS może skontrolować prawidłowość wystawienia zwolnienia lekarskiego L4. W przypadku kontroli, trudno będzie wykazać, że cierpi się na jakąś chorobę zakaźną (nie mówimy o COVID-19, bo to zupełnie inna bajka, a diagnoza łączy się automatycznie z kwarantanną), w sytuacji braku wykonania badań mikrobiologicznych na obecność bakterii czy wirusa. Taka sprawa od razu wydaje się podejrzana i całkiem słusznie. Chodzi zatem głównie o przypadki, w których dla diagnozy konieczne jest wykonanie badań diagnostycznych.

Jeżeli jednak choroba może zostać autozdiagnozowana przez lekarza i nie budzi to większych wątpliwości medycznych, lekarz można sobie wystawić zwolnienie lekarskie. Pamiętaj jednak, że wystawienie fikcyjnego L4 jest przestępstwem