Zakażenie gronkowcem złocistym MRSA – wygrana pacjentki ze szpitalem

Michał Grabiec        12 sierpnia 2020        Komentarze (0)

Ostatnimi czasy nastąpiła długa przerwa w tutejszej blogosferze. Pewnie widzisz, że poprzedni post na stronie został zamieszczony jeszcze w maju. Dobrze, że chociaż tego roku. Czyli czerwiec i lipiec blogowego resetu. Przyczyn było kilka. Jedna to taka, że zwyczajnie nie chciało mi się pisać 🙂 Druga natomiast wynika z nadmiaru pracy, która z radością i ufnością przytłoczyła naszą niewielką firmę. Ale jak mawiają klasycy naszego zawodu, dobry prawnik powinien być przytłoczony pracą. Nie inaczej u nas. Na szczęście udaje się niektóre sprawy po jakimś czasie zakończyć.

Problematyczna sprawa Pani Izabeli

Prowadziłem kilka lat skomplikowany (to wyłącznie moja opinia) proces Pani Izabeli o zakażenie gronkowcem złocistym MRSA w trakcie operacji ortopedycznej. Pacjentka w 2012 roku przeszła operację wstawienia stabilizatora ortopedycznego DIAM w lędźwiowo-krzyżowym odcinku kręgosłupa. Po kilku miesiącach od tej operacji, pacjentka musiała przejść dodatkowy zabieg, tak zwanej spondylodezy. Celem operacji jest ustabilizowanie niedostatecznie “sztywnego” kręgosłupa i przywrócenie pacjentowi sprawności.

Jak to w tym dowcipie “operacja się udała, pacjent zmarł“. Wprawdzie Pani Izabela nie umarła, jednak kilka dni po operacji doszło do symptomatycznych objawów zakażenia miejsca operowanego – gorączka, wysypka. W szpitalu wykonano badanie krwi – CRP jako wskaźnik zakażenia został przekroczony kilkudziesięciokrotnie. Posiew wykazał obfity wzrost Staphyloccocus Aureus MRSA, czyli gronkowca złocistego metycylinoopornego. Pacjentka musiała przejść antybiotykoterapię celowaną i zostać w szpitalu znacznie dłużej niż pierwotnie planowała ona i opiekujący się pacjentką lekarze i pielęgniarki.

W dokumentacji medycznej napisano – “po zabiegu doszło do zapalenia tkanek okołokręgosłupowych. W posiewach MRSA“. Czyli nic jak zakażenie gronkowcem złocistym MRSA.

Ze szpitalem i ubezpieczycielem nie udało się porozumieć na etapie przedsądowym. Standardowa odpowiedź brzmiała – “leczenie zostało przeprowadzone zgodnie z aktualną wiedzą medyczną, z wykorzystaniem wszystkich możliwych technik diagnostycznych i leczniczych“. Podejrzewam, że w biurowcach ubezpieczycieli (wiedzieliście, że siedziba Hestii mieści się w Sopocie przy ul. Hestii?) ta szablonowa formułka wisi oprawiona w różnych pomieszczeniach na ścianach, tak aby pracownicy nauczyli się jej na pamięć i stosowali jak najczęściej w pismach odmawiających racji pacjentowi.

zakażenie gronkowcem złocistym MRSA

Sprawa trafiła do sądu, gdzie utknęła na kilka lat. A właściwie to nie utknęła. Był to po prostu dość złożony proces, który wymagał przeprowadzenia wielu dowodów. Zostały zgłoszone dowody ze świadków, dokumentacji medycznej, przeróżnych pism, które powstały na tle tego konfliktu. Wreszcie przyszła kolej na biegłych, którzy specjalnie nie spieszyli się z wydaniem zleconych opinii (oprócz zakaźnika, należało przeprowadzić w tym przypadku dowód z opinii psychologów). Niektóre z opinii były niejasne i należało wezwać biegłego na rozprawę.

Kłopoty z biegłym, co akt nie doczytał…

Problem w tym, że biegły napisał w opinii, że szpital faktycznie dochował W S Z E L K I C H standardów w celu zapobieżenia zakażeniu Pani Izabeli w trakcie operacji spondylozy. A to bardzo ważne, bo zostało w ten sposób obalone zostało “domniemanie winy szpitala“. Zakażenie gronkowcem złocistym nie było w opinii biegłego spowodowane błędami szpitala. Koniec procesu i przegrana. Na szczęście trudna opinia biegłego to nie koniec świata. Bardzo pomogło wezwanie biegłego na rozprawę i rozwianie kilku nieścisłości w opinii specjalisty ds. epidemiologii. Po przesłuchaniu (luty 2018!) sędzia, biegły, ja i prawdopodobnie pełnomocnicy pozwanych (szpitala i ubezpieczyciela) wiedzieli, że sprawa jest bardziej złożona niż się to początkowo wydawało biegłemu.

Wyrok sądu (nieostatecznego)

Nie będę już nudził i próbował wmówić Ci, że to był naprawdę dobrze poprowadzony proces. Niech zamiast tego przemówią przemówią fakty. Pani Izabela otrzymała w wyniku całego procesu sto kilkadziesiąt tysięcy złotych zadośćuczynienia za doznaną krzywdę z odsetkami za ostatnie 4 lata oraz częściowy zwrot kosztów procesu. Ma także otwartą drogę do dochodzenia dalszych roszczeń w przyszłości. W przypadku ujawnienia dalszych konsekwencji zakażenia gronkowcem złocistym.

Zamieszczone w poście zdjęcie przedstawiające ilustrację kręgu lędźwiowego pochodzi z tomu: Anatomia Człowieka. Podręcznik dla studentów medycyny. Warszawa 1983.


Leczenie psychiatryczne bez zgody. Kilka lat po złożeniu wniosku…

Michał Grabiec        27 maja 2020        Komentarze (0)

Kiedy kilka lat temu prowadziłem swoje pierwsze postępowanie o umieszczenie osoby z zaburzeniami psychicznymi w szpitalu, nie byłem pewien jaki będzie skutek tego postępowania. Z jednej strony psychiatrzy uważali, że to jest dobry krok, z drugiej jednak zrozumiałe były obawy rodziny pacjenta. Zawsze będę powtarzał, że skierowanie wniosku o leczenie psychiatryczne bez zgody to jest bardzo trudna decyzja.

Leczenie psychiatryczne bez zgody

W poniedziałek odebrałem telefon od Pana Karola – brata pacjenta, którego kilka lat temu dotyczyło postępowanie. Pan Karol opowiedział mi co wydarzyło się już po uzyskaniu postanowienia o umieszczeniu w szpitalu psychiatrycznym.

Wojciech, brat Pana Karola został skierowany do jednego ze szpitali. Diagnoza została postawiona wcześniej i brzmiała: schizofrenia paranoidalna. Wojciech przebywał w szpitalu łącznie 3 miesiące. Choroby nie udało się pokonać, gdyż jest to choroba jednak nieuleczalna.

Jednak efekt leczenia nie był najgorszy. Wojciech opuścił szpital “podleczony”, bardziej świadomy swoich zaburzeń. Od tego czasu uczęszczał (nadal uczęszcza) do poradni zdrowia psychicznego, dwukrotnie w ciągu miesiąca przyjmuje dożylnie leki. Pan Karol cały czas musi sprawdzać czy stan brata się nie pogarsza, jednak w chwili obecnej sytuacja jest radykalnie lepsza niż przed złożeniem wniosku.

Jak wyglądała sytuacja przed złożeniem wniosku leczenie psychiatryczne bez zgody?

Pan Karol zlecił sprawę w sytuacji gdy brat w przeciągu krótkiego czasu stracił około 15 kilogramów wagi. Zdarzały mu się akty agresji fizycznej skierowanej przeciwko bratu, na porządku dziennym były wyzwiska i nieracjonalne zakupy. Wszystko to spowodowane było zaburzeniami psychicznymi, które dotknęły brata Pana Karola.

Wojciech nie dbał o higienę, potrafił kilka dni z rzędu spędzić wyłącznie w łóżku. Tabletki przepisane przez lekarza psychiatrę, nigdy nie zażyte, odnajdywały się po jakimś czasie za meblami. Logiczna rozmowa była w tej sytuacji niemożliwa. Przed złożeniem wniosku, Pan Karol próbował rozmawiać z bratem o podjęciu terapii, jednak skutkiem była jedynie agresja oraz oskarżenia o spiskowanie. Dramat.

Stan obecny

Jeżeli klient wraca do prawnika, znaczy to, że nadal potrzebuje pomocy prawnej. Nie inaczej jest w tym przypadku. Nie ma co czarować się, że przymusowe leczenie odmieni życie o 180 stopni. Pacjent nadal będzie cierpiał na zaburzenia, a najbliższa rodzina będzie musiała kontrolować jego stan zdrowia.

W tym przypadku (pomimo dużej poprawy) Pan Karol zdecydował się na uporządkowanie kilku kwestii związanych z majątkiem swoim i brata. Chciałby aby Wojciech spróbował żyć samodzielnie – w tym celu chciałby sprzedać duże mieszkanie i kupić dwa mniejsze. W tym przypadku niezbędne będzie przeprowadzenie kilku spraw, z ubezwłasnowolnieniem włącznie. Wojciech potrafi radzić sobie sam w wielu życiowych sytuacjach, jednak bez wątpienia potrzebuje nadal asysty w walce ze schizofrenią.

Przepustka ze szpitala psychiatrycznego

Michał Grabiec        04 maja 2020        Komentarze (0)

Pobyt na oddziale zamkniętym szpitala psychiatrycznego może kojarzyć się z dosyć drastycznymi scenami z kultowego filmu “Lot nad kukułczym gniazdem“, gdzie pacjenci są celem sadystycznych zapędów siostry oddziałowej. Pobyt w szpitalu nie jest niczym przyjemnym. Podobnie ze szpitalem psychiatrycznym – nie jest to miejsce, gdzie przeciętny człowiek chciałby spędzać swoje życie.

Jednak pobyt w szpitalu nie ma charakteru bezwzględnego i możliwe są od niego pewne wyjątku. Przepustka ze szpitala psychiatrycznego jest możliwa na podstawie ustawy o ochronie zdrowia psychicznego.

Przepustka ze szpitala psychiatrycznego jest pewnego rodzaju sprawdzianem. Ordynator oddziału, lub inny lekarz może udzielić pacjentowi przepustki jeśli wystąpi brak zagrożenia życia osoby chorej albo życia lub zdrowia innych osób. W takim przypadku pacjent zostaje na kilka dni wypuszczony ze szpitala i może w tym czasie przebywać w swoim naturalnym środowisku.

Przebieg takiego krótkiego epizodu jest odpowiedzią na pytanie, czy możliwe jest rozważenie wypuszczenie pacjenta na stałe. Przepisy ustawy nie mówią na jak długo można pacjenta w ten sposób “przetestować”.

Jednak krajowy konsultant w dziedzinie psychiatrii wydał jakiś czas temu zalecenia, z których wynika, że

“Przepustkę wydaje się na okres do 3 dni; w uzasadnionych przypadkach i w związku z wydarzeniami losowymi przepustkę można wydać na okres do 7 dni.”

Krótkotrwała przepustka nie powinna prowadzić do zaprzestania leczenia – w tym przecież celu pacjent został przyjęty do szpitala. W dokumencie przepustki lekarz powinien wskazać jakie leki pacjent powinien przyjmować, w jakiej dawce i odstępach czasu. Możliwe jest wpisanie dodatkowych zaleceń.

Przepustka nie zastępuje prawa pacjenta do przebywania z osobami bliskimi. W tym zakresie nadal obowiązuje ustawa o prawach pacjenta i pacjent z zaburzeniami psychicznymi powinien mieć możliwość widzenia się z rodziną.

Co szczególnie ważne, w przypadku chorych z potencjalnych ryzykiem samobójstwa (zespoły depresyjne, psychotyczne, reakcje sytuacyjne itp.) lub u osób, u których występowały myśli bądź próby samobójcze, w dokumentacji lekarz dokonuje wpisu, iż w chwili udzielenia przepustki dokonał oceny ryzyka samobójstwa i ono nie występuje. Realne ryzyko samobójstwa jest przeciwwskazaniem do udzielenia przepustki.

Inne treści o leczeniu w szpitalu psychiatrycznym znajdziesz na przykład w artykułach pod tytułami:

Ubezwłasnowolnienie osoby z zaburzeniami psychicznymi

Michał Grabiec        23 kwietnia 2020        Komentarze (0)

Przymusowe leczenie psychiatryczne często nie rozwiązuje wszystkich problemów. Złożenie wniosku i uzyskanie korzystnego (z punktu widzenia tak chorego, jak i jego rodziny) orzeczenia o potrzebie przymusowego leczenia psychiatrycznego pozwala na podjęcie leczenia i ustabilizowanie stanu zdrowia osoby dotkniętej przypadłością natury psychicznej. Czasami jednak konieczne jest ubezwłasnowolnienie osoby z zaburzeniami psychicznymi.

O ile pobyt na oddziale zamkniętym szpitala rozwiązuje problemy medyczne, o tyle nijak ma się do pozostałych sfer życia osoby chorej. Przecież nie możemy zapomnieć o tym, że taka osoba nadal może być właścicielem mieszkania, spłacać kredyt, korzystać z innej pomocy medycznej. Niekiedy z uwagi na swój stan zdrowia (ale także wiek), konieczne jest złożenie do sądu okręgowego wniosku o ubezwłasnowolnienie osoby z zaburzeniami psychicznymi.

Przyjąłem jakiś czas temu sprawę Pana Stefana, którego syn ciężko zachorował. Sprawa o przymusowe leczenie jest już w toku. Ale pozostają pozostałe trudne tematy – syn zaciągnął kredyt. Większość środków wkładu własnego pochodziła od rodziców, ale spłatą kredytu miał już zając się Marcin – syn Pana Stefana. Taka sytuacja była wtedy, gdy choroba Marcina była jeszcze na dość początkowym etapie (był mniej więcej 2015 rok).

Po jakimś czasie i kilku zawirowaniach życiowych Marcin przestał odzywać się do rodziny, zaczął być agresywny w stosunku do innych osób. Zaczął przejawiać objawy choroby afektywnej dwubiegunowej (CHAD).

W obecnej sytuacji nic nie wskazuje by Marcin był stanie zadbać o swoje codzienne sprawy, nie mówiąc już o terminowej spłacie kredytu mieszkaniowego. Ojciec pacjenta zaczął się martwić, że bank wypowie Marcinowi umowę kredytową i przejmie na własność mieszkanie. Jest to całkiem realne. Problemem jest to, ze żaden bank nie udzieli informacji (RODO+tajemnica bankowa), czy kredyt jest spłacany i czy umowa z bankiem nadal obowiązuje.

Jedynym rozwiązaniem wydaje się w takiej sytuacji złożenie wniosku o ubezwłasnowolnienie osoby z zaburzeniami psychicznymi i uzyskanie statusu opiekuna/kuratora osoby ubezwłasnowolnionej. Osoba taka może uzyskać w banku informację o sprawach majątkowych ubezwłasnowolnionego.

Opiekun czy kurator ma także znacznie szersze uprawnienia – chociażby w dziedzinie wyrażenia zgody na leczenie pacjenta. Często się bowiem zdarza, że osoba chora nie wyraża zgody na leczenie. Kieruje się przy tym zupełnie irracjonalnymi przesłankami. Twierdzi na przykład, że lekarze chcą celowo zabić pacjenta.

Połączenie przymusowego leczenia z nieubezwłasnowolnieniem także nie rozwiąże wszystkich problemów. Może co najwyżej pomóc utrzymać tę sytuację w jako takim porządku i pomóc w popadnięciu w jeszcze większe tarapaty.

Pacjent zmarł na choroby współistniejące…

Michał Grabiec        31 marca 2020        Komentarze (0)

Słowa, że pacjent zmarł na choroby współistniejące słyszymy niemal w każdym komunikacie informującym o zgonie osoby zakażonej wirusem SARS-cov-2. Nie ma w tym nic śmiesznego, jednak gorliwość raportowania władz państwowych o współwystępowaniu chorób innych niż COVID-19 budzi zdziwienie i podejrzenie czy na pewno wiemy wszystko, co chcielibyśmy. Polacy są autorami świetnych memów, z których mogliśmy się już dowiedzieć m.in., że 2PAC nie został zastrzelony, lecz zmarł na choroby współistniejące, podobnie zresztą jak Jezus Chrystus czy Olo Żwirski w filmie “Psy”.

Dlaczego otrzymujemy komunikaty, że pacjent zmarł na choroby współistniejące?

Tajemnica tkwi prawdopodobnie w drobnym szczególe, a mianowicie we wzorze karty zgonu. Dokument ten funkcjonuje jako załącznik do rozporządzenia ministra zdrowia z dnia 11 lutego 2015 roku w sprawie karty zgonu i wygląda mniej więcej tak:

Lekarz powinien w treści dokumentu stwierdzić i wpisać aż 3 różne przyczyny zgonu:

  • przyczyna zgonu bezpośrednia,
  • przyczyna zgonu wtórna;
  • przyczyna zgonu pierwotna (zasadnicza).

Możesz domyśleć się, że różnica między tymi pojęciami jest niekiedy dosyć mglista. Jeżeli zmarły pacjent nie ma wykonywanej sekcji zwłok, wówczas może być trudne stwierdzenie czy podana przyczyna była powodem bezpośrednim czy też pierwotnym….

A sekcja zwłok wykonywana jest w przypadkach szczególnych, takich jak śmierć przed upływem 12 godzin od przyjęcia do szpitala czy konieczność prowadzenia postępowania karnego w sprawie śmierci człowieka.

Problem nie jest czysto teoretyczny, bo Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny (PZH) wraz z Ministerstwem Zdrowia wydały komunikat w tej sprawie i wytyczne dla lekarzy, którzy orzekają o śmierci osób, które zostały zakażone koronawirusem. Link do sposobu wypełnienia karty zgonu znajdziesz tutaj.

W praktyce trudne może być jednoznaczne stwierdzenie, czy główną przyczyną śmierci danej osoby jest wirusowe zapalenie płuc, czy też choroba osłabiająca odporność – na przykład choroby nowotworowe.

PZH rekomenduje w takich przypadkach wpisywanie chorób nowotworowych jako przyczyn wyjściowych. Jednak prawdopodobnie (tutaj powinien wypowiedzieć się lekarz) są już znane przypadki, gdy pacjent zakażony koronawirusem umiera w wyniku choroby podstawowej, czyli na przykład nowotworu. Praktyka wypełnienia karty zgonu jest zatem nie do końca jasna i może sprawiać problemy lekarzom, którzy mają w sumie istotniejsze zajęcia niż dobrze wyglądające statystyki.

Zwłaszcza, że dosyć często zdarzało się, że lekarz wypełniał kartę zgonu w sposób nie do końca prawidłowy. Niekoniecznie z własnego powodu – w kilku znanych mi przypadkach, wyniki badań mikrobiologicznych (w których potwierdzana była obecność bakterii czy wirusa w krwi, ranie czy płynie mózgowo-rdzeniowym) były gotowe kilka dni po zgonie, gdy karta zgonu była już wypisana. To wszystko sprawia, że statystyki mogą (choć nie muszą) nie do końca oddawać rzeczywisty stan rzeczy, również w przypadku zgonów na tle COVID-19.

Autor ilustracji: thommas68/Pixabay