Kolejna sądowa zmiana płci już za nami

Michał Grabiec        09 lipca 2019        Komentarze (0)

Wydawać by się mogło, że sezon ogórkowy w pełni i w kancelariach niewiele się dzieje. W końcu wakacje, a sędziowie, radcowie prawni i aplikanci wygrzewają swój dobrobyt na piaszczystych karaibskich plażach/ Nic bardziej mylnego. Procesy medyczne, sądowa zmiana płci oraz “zwyczajne” procesy gospodarcze nadal w toku – dzisiaj w naszej niewielkiej kancelarii w sumie trzy rozprawy.

Całkiem nieźle. Zresztą miały być cztery, jednak jedna spadła z wokandy.

Przed chwilą wróciłem z Sądu Okręgowego w Krakowie. Był to proces osoby trans K/M, która zwróciła się do mnie o pomoc w ustaleniu płci. Potocznie wiele osób oznacza to jako “sądowa zmiana płci”. Niech tak zostanie, chociaż nie jest to do końca precyzyjne określenie.

Tym razem zamiast pisać jaką to jesteśmy wspaniałą i profesjonalną kancelarią, posłużę się statystykami, by przybliżyć Tobie czego możesz się spodziewać w swoim procesie o ustalenie płci.

  • Czas trwania postępowania – Pozew został złożony w dniu 24 września 2018 roku. Dzisiaj zapadł korzystny dla klienta wyrok o ustaleniu płci. Sprawa trwała zatem przeszło 10 miesięcy. Jest to nieco dłużej niż zwykle. Musisz jednak wziąć pod uwagę, że jest to sąd w Krakowie. Z naszej praktyki jest to jeden z wolniej działających sądów – minister Ziobro coś tam “dobrozmienił” w obsadzie kierownictwa sądu i tak jakoś wyszło.
  • Okres oczekiwania na opinię – W dniu 21 lutego 2019 roku został dopuszczony dowód z opinii biegłego seksuologa. Opinia seksuologa z Katowic wpłynęła do kancelarii na początku czerwca, czyli niespełna 4 miesiące po wydaniu przez sąd postanowienia. Co ciekawe, opinia wpłynęła do nas jeden dzień przed planowaną rozprawą.
  • Koszty biegłego – Na rozprawie dniu 21 lutego 2019 roku sąd wezwał naszego klienta do opłacenia zaliczki w kwocie 300 zł na poczet kosztów opinii seksuologicznej. Opinia była wyjątkowo “atrakcyjna cenowo”. Biegły oszacował koszt jej sporządzenia na…253,20 zł (dwieście pięćdziesiąt trzy złote dwadzieścia groszy). Różnica zostanie zwrócona powodowi.
  • Ile rozpraw? W tej sprawie miały miejsce trzy rozprawy. O jedną za dużo, ale chodziło o problemy z doręczeniem jednego z pism.

Do kosztów postępowania doszło 600 zł tytułem opłaty od pozwu oraz 17 zł opłaty skarbowej od udzielonego mi pełnomocnictwa. No i oczywiście nasze wynagrodzenie, ale o tym nie będę tutaj pisał, gdyż nasze wynagrodzenie może się różnić, w zależności od skomplikowania całej sprawy.

sądowa zmiana płciTytułem zakończenia:

Wracając piechotą na krakowski dworzec natknąłem się na taki oto pomnik dumnie strzegący wejścia do Opery Krakowskiej. Jakoś te umieszczone na postumencie piersi wydały mi się korespondujące z przedmiotem zakończonego w dniu dzisiejszym procesu.

Wprawdzie mastektomia jest dopuszczalna jeszcze przed zakończeniem procesu o ustalenie płci, jednak często klienci przeprowadzają “cały pakiet” operacji już po jego zakończeniu.

Powodzenia Dawidzie na dalszej drodze życia. Cieszę się, że mogłem Ci pomóc 🙂

 

 

Konieczna (?) opinia biegłego w procesie o ustalenie płci

Michał Grabiec        02 lipca 2019        Komentarze (1)

Przed chwilą skończyło się moje spotkanie z kolejnym klientem zainteresowanym przeprowadzeniem procedury zmiany płci. Nie mam takich statystyk, jednak wydaje mi się, że nasza kancelaria przeprowadza najwięcej tego rodzaju postępowań w Polsce. Wypracowaliśmy sobie pewne schematy, które po prostu działają i możemy przewidzieć  niedogodności, które mogą powstać w relacji z sądem powstań – również  w procesie o ustalenie płci.

Setki przeprowadzonych rozmów oraz wymienionych z klientami maili pozwalają na pogrupowanie najczęściej pojawiających się pytań. Zresztą kilka miesięcy temu jak taki artykuł pojawił się na blogu – “Najważniejsze pytania (FAQ) w procesie o ustalenie płci“.

Jednak spośród wszystkich pytań, na prowadzenie wysuwa się to dotyczące konieczności przeprowadzenia dowodu z opinii biegłych. Od dawna stoimy na stanowisku, że większość procesów o ustalenie płci można przeprowadzić bez sięgania po ten środek dowodowy. Procedura cywilna nieco nie nadąża nad rzeczywistością tego rodzaju postępowań. Proces cywilny rządzi się swoimi prawami. Czasami zasady te są dość uciążliwe, również dla prawników prowadzących postępowania.

ustalenie płciW sprawach o ustalenie płci nie mamy z reguły sprzecznych interesów, a rodzice popierają swoje dziecko w dążeniu do osiągnięcia celu – ustalenia płci i możliwości realizowania swojego życia zgodnie z odczuwaną płcią.

Dążenia te nie są pojedynczymi, jednorazowymi ekscesami. Najczęściej poprzedzone zostały przeprowadzeniem testu realnego życia, diagnozą seksuologiczną, rozpoczęciem terapii hormonalnej. Zaświadczenia wydane przez lekarzy seksuologów, psychiatrów czy psychologów też nie są byle jakimi kwitkami, które powinny być  w toku procesu pomijane.

Z tej przyczyny sięganie po opinie biegłych powinno zostać w pewnej mierze ograniczone w tego rodzaju postępowaniach. Na podobnym zresztą stanowisku stanął jakiś czas temu jeden z sądów, przyjmując, że „szczegółowe badanie seksuologiczne, psychologiczne i psychiatryczne potwierdziło rozpoznanie transseksualizmu u  i wykluczyło współistnienie zaburzeń psychicznych i cech niedorozwoju umysłowego czy zaburzeń osobowości (…). Postępowanie dowodowe przeprowadzone w niniejszej sprawie uprawnia sąd do oceny, że powód jest osobą, u której występuje trwałe poczucie przynależności do płci żeńskiej, to jest odmiennej niż wpisano w jego akcie urodzenia. Uzasadniało to uwzględnienie powództwa opartego o art. 189 k.p.c.”.

Sąd ten zatem bez sięgania do dowodu z opinii biegłych, na podstawie dołączonych do pozwu zaświadczeń lekarskich uwzględnił powództwo. Czy jest to reguła?

Niestety nie. Jeszcze trochę wody w Rawie upłynie zanim procedura zrobi krok naprzód i pełną parą znajdziemy się w XXI wieku – przynajmniej jeśli chodzi o sądowe rozwiązanie spraw osób transseksualnych.

A co tymczasem nam pozostaje?  Powtarzaną do znudzenia argumentacją starać się rozkruszyć ten proceduralny beton.

P.S: Dzisiaj na moje biurko trafił do podpisu świeżutki pozew o ustalenie płci. A więc kruszenia betonu ciąg dalszy 🙂

Pacjent kontra lekarz: Pierwsza krew (grupa nieznana)

Michał Grabiec        29 czerwca 2019        Komentarze (0)

Scenariusza dla tego filmu nie musiał wymyślać Quentin Tarantino ani nawet sam reżyser  “Historii Roja”. Teraz będzie kiczowato i dramatycznie: napisało go samo życie!

Mam mieszane uczucia co do tematu, który wypłynął n moim krótkim urlopie, a o którym dowiedziałem się zaledwie wczoraj. Jest to sytuacja, która miała miejsce w jednym ze śląskich szpitali. Pewnie wiesz o co mi chodzi, problem był niedawno dość głośny w sieci.
Jeśli, nie, to jest link do materiału.

Wideo pokazuje sytuację, w której nagrywana lekarka traci kontrolę nad własnymi emocjami, pokrzykując na rodzica pacjentki i zachowuje się w sposób nieco odbiegający od standardów. Nie jest to chwalebne zachowanie i prawdopodobnie można je podpiąć pod kilka z przepisów regulujących zasady wykonywania zawodu lekarza, prawa pacjenta czy nawet Kodeks Etyki Lekarskiej, gdyż lekarz ma obowiązek “dbania o godność zawodu lekarskiego”.  Zresztą kiedy rzecznik dyscyplinarny koniecznie chce przeciw komuś wnieść wniosek o ukaranie w postępowaniu dyscyplinarnym to zawsze można podczepić się pod tę ogólną i różnie rozumianą przesłankę.

Zresztą z tego co wiem, to w Śląskiej Izbie Lekarskiej już toczy się postępowanie wyjaśniające w tej sprawie. Musisz jednak wiedzieć, że postępowanie wyjaśniające to jest bardzo wczesny etap postępowania dyscyplinarnego i wcale nie oznacza, że sprawa zakończy się w sądzie lekarskim. Jednak samo wykrzykiwanie przy otwartych drzwiach gabinetu lekarskiego na pewno nie służy dobrostanowi innych pacjentów, w tym przywiezionego dziecka.
W takich sprawach najlepiej czyta się jednak między wierszami. Na nagraniu można usłyszeć, że nagrywający ojciec dzwonił wcześniej na numer alarmowy 112.

No więc zaraz, zaraz. Albo stan zdrowia jest faktycznie wymagający natychmiastowego przyjazdu karetki pogotowia (oznaczonej symbolami S, P, T lub N – w zależności od potrzeb), albo też jest to pomoc medyczna, która może poczekać. Jednoznacznie warto potępić wydzwanianie na 112 z dolegliwościami w stylu „od dwóch godzin boli mnie noga”, czy  pytaniami o zamienniki leków. Jest to zwyczajnie głupie i nieodpowiedzialne – pomoc medyczna może nie przyjechać na czas do osoby faktycznie potrzebującej natychmiastowej pomocy medycznej.

lekarz

Z materiału wynika natomiast, że Pan rodzic najpierw dzwoni na 112, by potem przywieźć dziecko do świątecznej i nocnej pomocy medycznej, a nie na szpitalny oddział ratunkowy (SOR). Nocna i świąteczna opieka zdrowotna to miejsce, w którym faktycznie możesz otrzymać pomoc z bolącym w nocy zębem, niekoniecznie zagrażającym Twojemu życiu. Stan zdrowia dziecka prawdopodobnie nie był zatem niecierpiący zwłoki.

Drugą kwestią jest samo nagrywanie – sam wiem, że jestem niekiedy nagrywany przez klientów czy przeciwników procesowych. Czasami jest to faktycznie jedyny sposób zdobycia dowodu sądowego (dobry temat na nowy artykuł).

Jednak wielu ludziom ten obyczaj tak się spodobał, że nagrywają praktycznie wszystko. Ze szkodą dla relacji społecznych czy zawodowych. Dzięki perspektywie ciągłego bycia nagranym pozostaje coraz mniej miejsca na naturalną rozmowę. Osoba nagrywająca i nagrywana (lub spodziewająca się nagrania) automatycznie zmienia sposób wyrażania się, jest bardziej zdyscyplinowana, cedzi słowa, lub kieruje rozmową w korzystny dla siebie sposób. Wydaje mi się, że tak lekarzowi, jak i prawnikowi warto powiedzieć jak najwięcej, a nie zastanawiać się co będzie dobrze brzmiało przy próbie odtworzenia rozmowy.

Klienci i pacjenci, którzy sami decydują co powiedzieć specjaliście zresztą sami sobie najbardziej szkodzą.

Na upublicznionym (nota bene nie wiadomo po co) nagraniu, ojciec dziecka wyraźnie steruje rozmową, powtarza wciąż te same ogólniki (zresztą nagrywana lekarka także) i co rusz wraca do gabinetu lekarskiego by jeszcze bardziej rozsierdzić nagrywaną kobietę. Wybitnie nie ma czego pochwalać, a swoim reporterskim zacięciem rodzic pewnie i tak dziecku specjalnie nie pomógł.

Dlaczego o tym piszę?

Jeżeli zerkniesz na komentarze dotyczące tego wydarzenia (ale także chociażby świeżego zwolnienia jednego z pracowników sieci meblarskiej za rzekome cytowanie Pisma Świętego) możesz wywnioskować, że ludzie potrafią bez praktycznie żadnej wiedzy ocenić dane zachowanie i miotać  oskarżeniami w kierunku lekarza, pacjenta czy właściciela sklepu  osiedlowego (lub kogokolwiek innego). Zresztą w coraz bardziej zidiociałej rzeczywistości każda różnica zdań może prowadzić do zmieszania z błotem drugiego człowieka.

Nie tędy droga. Ktoś może czynić nagannie (wydzieranie się na pacjentów nie przystoi lekarzowi i może być chociażby powodem naruszenia godności pacjenta i związanych z tym roszczeń cywilnych), ale prowokowanie też nie sprawia, że lekarzowi łatwiej leczyć „zgodnie z aktualną wiedzą medyczną”. Jest to zatem efekt, gdzie dwie strony przegrywają niepotrzebną potyczkę – wkurzony pacjent nie ma zaufania do lekarza, a lekarz może być zbyt zdenerwowany by prawidłowo ocenić stan zdrowia swojego pacjenta. I tak źle i tak niedobrze

Cdn.?

Biegły psycholog/psychiatra w procesie (nie tylko) medycznym

Michał Grabiec        30 maja 2019        Komentarze (0)

Najukochańsza Okręgowa Izba Radców Prawnych w Katowicach (której jestem jakże dumnym członkiem) sprawiła mi niezwykłą radość wyznaczając mnie na pełnomocnika z urzędu. Nie chodzi o sprawę medyczną, lecz o normalny proces o niespłacony dług wzięty w jakiejś pożyczkowni. Uhonorowany tym błogosławieństwem przystąpiłem do analizy akt sprawy, gdzie okazało się, że jednak  prawnomedyczny element w niej występuje.

Otóż Pan X okazał się sabarytą nad wyraz często rozkoszującym się dopalaczami i amfetaminą. Żeby było weselej, mieszankę tę doprawiał piwami marki Tatra. W międzyczasie doszło do kilku hospitalizacji, w tym w szpitalach psychiatrycznych. Klient został zdiagnozowany pod kątem chizofrenii paranoidalnej + zespół uzależnienia od środków psychoaktywnych. Tak zupełnie na poważnie – rzeczywistość dosyć mocno poturbowała mojego klienta.

Pojawiły się wątpliwości czy Pan w chwili zaciągania długu był na tyle poczytalny żeby zdawać sobie sprawę z konsekwencji podejmowanych czynności. Sprawa jest w toku, więc nie będę się bardziej konkretnie rozpisywał, jednak chciałem zwrócić uwagę na ważny element procesów – opinia biegłego oceniającego “stan duszy” podsądnego.

Naturalne wydaje się powoływanie biegłych w tego rodzaju sprawach w sytuacji gdy chcemy ocenić rozmiar krzywdy doznanej przez osobą poszkodowaną. Dochodzi zatem do spotkania osoby dotkniętej jakimś zdarzeniem z psychologiem i/lub psychiatrą. Potem biegły wydaje opinię, w  której pisze na przykład:

“Z przeprowadzonej analizy Kwestionariusza Objawów K wynika, że u ……… w bardzo dużym nasileniu występują następujące objawy: poczucie braku energii, niepokój lub drżenie wewnętrzne, napady paniki, poczucie przerażenia, skłonność do martwienia się, niemożność uwolnienia się od stale powracających złych myśli. Powódka doznała cierpień w sferze psychicznej, które trwają i trwać będą w kolejnych latach życia”

Jest to nieco skrócona i przemodelowana opinia otrzymana w jednej z naszych spraw. Pozwala na udowodnienie krzywdy doznanej przez osobę dochodzącą roszczeń na drodze sądowej. Nie jest to jedyny dowód, który może taką krzywdę ukazać sądowi, jednak w niepisanej hierarchii dowodów, stoi on całkiem wysoko. W praktyce, znaczy z reguły więcej niż zeznania świadków. Nie znaczy to wcale, że zawsze powołujemy ten dowód, niemniej jest on zawsze brany pod uwagę przy ustalaniu strategii procesowej.

Inna sprawa, że biegli psychologowie czasami dość łatwo dają się ogrywać pełnomocnikom na sali sądowej, przez co ich opinie są potem podważane w toku procesu. Jest to jednak kwestia czasu aż zawód psychologa bardziej sprofesjonalizuje się pod kątem uczestniczenia w roli biegłego.

Zresztą  nie tylko w sprawach ściśle medycznych zasięga się tego rodzaju dowodu – opinia psychologa jest często elementem dość złożonego opiniowania w sprawach osób transseksualnych. Skłonność niektórych sądów do powoływania aż tylu biegłych (psychiatra, psycholog oraz seksuolog) to jednak temat na odrębną opowieść.

biegłyKiedyś też występowałem w roli pełnomocnika pokrzywdzonego w procesie karnym – znajomy uczestniczył w demonstracji ulicznej i został zwyzywany przez postawnego, brodatego rumcajsa z futrzatym królikiem w klatce. Pamiętam, że królik miał na imię Zeus. Nie był obecny na sali sądowej, czego do dzisiaj żałuję.

Sprawa dotyczyła zastosowania środka zabezpieczającego  – umieszczenia rumcasja w zakładzie psychiatrycznym. Biegli wprawdzie orzekli, że rumcajs powinien wylądować w zakładzie karnym, gdyż może ponownie popełnić przestępstwo. W opinii przemilczano możliwe losy królika Zeusa. Sędzia miała inną wizję i pozostawiła Pana na wolności. Pan uczcił zwycięski wyrok jeszcze przed jego wydaniem – na posiedzenie sądowe stawił się w stanie wskazującym, co zresztą potwierdziła Policja badając rumcajsa alkomatem (“trzy piwka Pani sędzio“).

Tak czy inaczej, opinie biegłychod duszy“, mają ogromne znaczenie w wielu procesach sądowych. Widzisz zresztą, że ich zastosowanie jest całkiem szerokie. Jednak koniec końców, sądy nie zawsze sądy biorą pod uwagę wnioski postawione przez biegłych.

Czasami to i dobrze. Przynajmniej Zeus nie musiał na nowo układać swojego króliczego żywota.

Sądy lekarskie, czyli jak pobawić się w prawnika

Michał Grabiec        12 maja 2019        2 komentarze

Prowadzę w kancelarii całkiem sporo postępowań tzw. dyscyplinarnych. Nie chodzi tylko o sądy lekarskie, bo w zakres naszych kompetencji wchodzą także postępowania przed sądami pielęgniarek i położnych czy postępowania dyscyplinarne prowadzone przez organy wyższych uczelni.

Każda z ustaw regulujących postępowanie dyscyplinarne zawiera nieco odmienne postanowienia. Niektóre zapisy ustawy i izbach lekarskich różnią się od regulacji zawartych w ustawie o samorządzie pielęgniarek i położnych. Postępowanie dyscyplinarne na uczelniach też inaczej ukształtowano w ustawie sygnowanej nazwiskiem nieugiętego człowieka o żelaznym kręgosłupie – wicepremiera Jarosława Gowina (tzw. ustawa Gowina).

Spoiwem łączącym te regulacje jest odesłanie do kodeksu postępowania karnego “w sprawach nieuregulowanych w niniejszej ustawie“. Sek w tym, że sędziowie sądów dyscyplinarnych oraz rzecznicy odpowiedzialności zawodowej traktują często KPK tak jak leniwy student informację o zerowym terminie egzaminów. Czyli co najwyżej obojętnie.

Postępowania dyscyplinarne to wolna amerykanka. Nigdy nie wiesz co się tak naprawdę wydarzy i jaką oryginalną interpretację przepisów przyjmie skład orzekający. Ma to swój urok, bo ze zwykłego sądu nie wyjdziesz z wyrokiem, którego nie przewidział ustawodawca.

A w sądownictwie dyscyplinarnym to całkiem prawdopodobne. Kilka miesiecy temu jeden z uczelnianych sądów dyscyplinarnych orzekł dziwną karę, o której w ustawie Gowina wcale nie wspomniano. Oczywiście jest to podstawowy zarzut złożonego w sprawie odwołania. To tak jakby w przypływie fantazji dzisiejszy sąd karny skazał oskarżonego na średniowieczną karę łamania kołem czy palenia na stosie. Jest to raczej niemożliwe, chyba że nazywasz się Harry Potter. Bo w takiej sytuacji rzeczywiście Twoja podobizna może ofiarnie spłonąć na polecenie duszpasterzea reprezentującego najpopularniejszą w Polsce religię.

sądy lekarskieJednak szczególnie do gustu przypadła mi sprawa, w której uczestniczyłem kilka dni temu w okręgowym sądzie lekarskim w X. Otóż mój przeciwnik procesowy, w osobie całkiem błyskotliwego adwokata przekonywał sąd do swojej racji. Przywoływał przy tym całkiem trafne argumenty wzmacniając je dodatkowo słowami uczonych profesorów.

Na nic to jednak się zdało. Sędziowie stwierdzili jednomyślnie, że nie są prawnikami i nie czują się na siłach analizować argumentów mego przeciwnika.

Trochę się podśmiechuję z tej sytuacji, bo koniec końców to moje stanowisko chwyciło sędziów za serce i orzekli zgodnie ze złożonym zażaleniem. Jednak ja także nie raz rozkładałem ręce nad kuriozalnym stanowiskiem firmowanym przez sędziów sądów dyscyplinarnych (pozdrawiam obwieszonego medalami niczym radziecki marszałek pana sędziego z okręgowego sądu lekarskiego w Poznaniu).

Jakaś recepta na takie dolegliwości sądownictwa dyscyplinarnego? Chyba tylko obowiązkowe dokształcanie z procedury karnej dla sędziów sądów dyscyplinarnych niebędących prawnikami. Bez tego pozostaje nam  jedynie poczekać aż jakiś postępowy sąd dyscyplinarny z animuszem  przeprowadzi chociażby próbę żelaza (zrobienie 3 kroków po gorącym żelazie) czy próbę wody * dla ustalenia kwestii winy/niewinności podsądnego.

*“Jeśli obywatel czary obywatelowi zarzucił i nie udowodnił (mu) tego, ten któremu czary zarzucono do Rzeki wejdzie, w Rzece się zanurzy, jeśli Rzeka dosięgnie go, oskarżyciel jego domostwo jego zabierze. Jeżeli człowieka tego Rzeka oczyści i zostanie zdrowy, ten który czary (mu) zarzucił zostanie zabity, ten zaś, którego Rzeka oczyściła domostwo oskarżyciela swego zabierze.” (Kodeks Hammurabiego, źródło: Wikipedia)