Sądy lekarskie popełniają ogromne błędy. Niektóre z nich można częściowo naprawić.

Michał Grabiec        10 kwietnia 2017        3 komentarze

Kilka dni temu miało miejsce posiedzenie okręgowego sądu lekarskiego (OSL) w jednym z  miast wschodniej Polski. Stawiłem się na tym posiedzeniu jako pełnomocnik pokrzywdzonego. Posiedzenie dotyczyło rozpoznania zażalenia na postanowienie rzecznika o umorzeniu postępowania wyjaśniającego.

Rodzina pacjenta zarzuciła lekarzowi to, że przekazał osobie trzeciej (pisemnie) informację o tym, że pacjent był hospitalizowany na oddziale toksykologii po próbie samobójczej. Dane pacjenta można łatwo ustalić na podstawie powiązań rodzinnych wskazanych w piśmie, które trafiło do nieuprawnionej osoby trzeciej.

Doszło do celowego i intencjonalnego ujawnienia tajemnicy zawodowej. W literaturze prawa medycznego jednoznacznie wskazuje się, że informacja o hospitalizacji danego pacjenta jest objęta tajemnicą zawodową. Chodzi nawet o tak lakoniczną wiadomość jak to, że pacjent był w gabinecie dentystycznym.

W tym przypadku skład sądu lekarskiego pozostał niewzruszony na argumenty, że doszło do naruszenia przepisów dotyczących obowiązku zachowania tajemnicy zawodowej przez lekarza.

Orzeczenie zostało właściwe wydane już przed zamknięciem posiedzenia, gdyż OSL zamiast rozstrzygnąć zażalenie zaczął bronić rzecznika odpowiedzialności zawodowej. To tak jakby w sądzie sędzia zaczął przekonywać pełnomocnika (przed wydaniem wyroku), że prokurator ma rację i cała sprawa jest bez sensu. Kto ma pojęcie o podstawowych zasadach postępowania sądowego powinien dostrzec absurd tej sytuacji.

OSL stwierdził, że nie doszło do naruszenia przepisów dotyczących tajemnicy zawodowej bo:

a) nie doszło do rozstroju zdrowia pacjenta.

Absurd. Lekarz nie jest zobowiązany do zachowania tajemnicy zawodowej tylko w sytuacji gdy jej ujawnienie może doprowadzić do rozstroju zdrowia pacjenta. OSL stwierdził, że „naruszenie dóbr osobistych nie interesuje sądu lekarskiego„.

b) na oddział toksykologii trafiają osoby po zatruciu grzybami.

Owszem, ale nie ma to żadnego znaczenia dla sprawy. To czy pacjent trafił do szpitala po próbie samobójczej czy po zatruciu jest dla obowiązku zachowania tajemnicy zawodowej zupełnie obojętne.

c) osoba trzecia do której trafiła informacja „jest lekarzem, a Pan wie, że między lekarzami takie informacje można przekazywać”.

Przekonywujące. Gdyby nie art. 40 ust. 1 i ust 2 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty to pewnie nawet można by się zgodzić.

Generalnie po całym posiedzeniu pozostał niesmak. Sąd lekarski zlekceważył to, że jednak w XXI wieku pewne standardy relacji pacjent-lekarz obowiązują.

I nie chodzi naprawdę o to, że przegrałem sprawę. To się zdarza, chociaż prawnicy raczej na blogach nie piszą o tym, że przegrali. Wizerunkowo może i nie wygląda to najlepiej.

Chodzi jednak o to, że po to sądy lekarskie zostały powołane by rozstrzygać kwestie związane z nieprawidłowościami popełnianymi przez członków samorządu. Jeżeli samorząd nie jest w stanie pochylić się nad kwestią ewidentną, wówczas należałoby zadać pytanie czy sądownictwo dyscyplinarne w ogóle powinno mieć miejsce w polskim porządku prawnym. Niestety wizerunek grupy jest kreowany właśnie przez jednostkowe zdarzenia.

Podejrzewam, że lekarze nie chcieliby aby odebrano im orzecznictwo dyscyplinarne i przekazano je np. sądom powszechnym czy jednostkom prokuratury.

Jednak takie błędne orzeczenia wpływają na to, że minister sprawiedliwości będący „szeryfem” ma ułatwione zadanie przy wykreowaniu niekorzystnego, nieobiektywnego i sprawiającego wrażenie sprzyjającego wyłącznie własnej grupie zawodowej wizerunku sądownictwa dyscyplinarnego lekarzy.

Takie orzeczenia będą bowiem krążyć po społecznej świadomości i w pewnym momencie mogą doprowadzić do tego, że pewne grupy polityczne zastanowią się nad istnieniem sensu istnienia sądów lekarskich czy rzeczników zawodowych.

Pomysł niewiarygodnie zły, jednak występujące przykłady egoizmu sądownictwa lekarskiego można w odpowiedniej formie przekazać społeczeństwu, co się zresztą już dzieje.

Wystarczy spojrzeć na to jak w roli chłopców do bicia są obecnie przedstawiani w mediach sędziowie. Użytecznymi propagandowo kijami są właśnie przypadki niewątpliwie złych i samolubnych zachowań samorządów sędziowskich.

Teraz przegrał pacjent, ale to  (i inne) orzeczenie może być kolejnym kamyczkiem do ogródka samorządu lekarskiego.

A co z naszą sprawą? Klient przecież nie przychodzi do prawnika po to aby wytknąć jakiejś instytucji błędy, ale po to żeby coś wygrać.

Jest właściwa droga do sukcesu w tym przypadku. Zgodnie z art. 13 ustawy o prawach pacjenta:

Pacjent ma prawo do zachowania w tajemnicy przez osoby wykonujące zawód medyczny, w tym udzielające mu świadczeń zdrowotnych, informacji z nim związanych, a uzyskanych w związku z wykonywaniem zawodu medycznego”

Postaramy się zatem o zadośćuczynienie za naruszenie praw pacjenta. W przypadku „zwykłego sądu” istnieje dużo mniejsze ryzyko wydania kuriozalnego orzeczenia.

 

{ 3 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Wojciech Kwiecień 10, 2017 o 14:37

Jeśli nie zachodziła hipoteza któregoś z punktów z art. 40 ust. 2 u.z.l.d., to niestety OSL nie tylko wykazał się nieznajomością przepisów (i to rażącą), ale także jest na bakier z wiedzą medyczną, która wydawałaby się jemu właściwa, gdyż członkowie takiego sądu to lekarze. Otóż, w zakresie rozstroju zdrowia mieści się stres psychiczny, a do takiego doszło wskutek np. wzburzenia pacjenta, gdy się dowiedział o ujawnieniu informacji o jego hospitalizacji. Proszę śmiało uwzględnić tę ideę w powództwie cywilnym.
Rzeczywiście argumentacja OSL jest na poziomie gimnazjalnym. Wywód o tym, że toksykologia jest dla grzybiarzy brzmi rzeczywiście jak wysilone usprawiedliwienie kolegi lekarza, na przekór faktom i przepisom.
Odebranie sądownictwa dyscyplinarnego korporacji lekarzy to nęcąca myśl nie tylko dla mgra prawa Z. Ziobry. Wskazałbym jednak, że trybun ludowy wcale nie musi być lepszy, a dopuszczenie nie-lekarzy do orzekania najprawdopodobniej nie poprawi jakości orzekania, co najwyżej zwiększy poziom „mściwości”. Poza tym zwiększy się krąg osób, które otrzymają dostęp do informacji poufnych, więc i ryzyko naruszenia tej tajemnicy zwiększy się. Ale niestety opisana powyżej sytuacja nie jest wyjątkowa.

Odpowiedz

Michał Grabiec Kwiecień 10, 2017 o 18:32

Panie Wojciechu, dziękuję za wartościową medyczną sugestię. Przyznam, że w podobnym cyrku udziału dotychczas nie brałem. Trochę jak w filmie „Miś” gdzie szatniach ogłasza, że „Nie mamy Pańskiego płaszcza i co nam Pan zrobi”.

Nie chce źle wieszczyć, że naprawdę może dojść do tego, że lekarzom zostanie odebrane własne sądownictwo. Właśnie przez tego typu ekscesy.

Odpowiedz

Daniel - badania obserwacyjne Kwiecień 19, 2017 o 13:51

Nawet jeśli sądy się pomylą, to nie warto bagatelizować kwestii uchybień w obsłudze pacjentów. Niezadowolony pacjent nie skorzysta już więc z usług danej placówki i na dodatek podzieli się negatywną opinią ze znajomymi. Nie trzeba chyba dodawać, jakie skutki przyniesie to dla ośrodka zdrowia.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: