Rażący przykład naruszenia obowiązku zachowania tajemnicy zawodowej

Michał Grabiec        18 października 2016        5 komentarzy

O samym zachowaniu tajemnicy zawodowej pisałem całkiem niedawno, nie ma więc sensu powtarzać tematu. Link do artykułu „Obowiązek zachowania tajemnicy przez lekarza” znajdziesz w tym miejscu.

clause-1462969_640Prowadzę na dość wczesnym etapie  jedno postępowanie z tytułu odpowiedzialności zawodowej lekarzy,  w którym niefrasobliwość białego personelu była wręcz porażająca.

I powinna stanowić know-how dla innych lekarzy – właśnie jak nie postępować.

Ordynator oddziału przekazał dobrowolnie dokument – opis leczenia pacjenta do zupełnie innej placówki, bynajmniej nie zajmującej się leczeniem czy orzekaniem o stanie zdrowia.

Mniejsza o motywację, która w tym przypadku nie zasługuje na pochwałę.

Lekarz jednak dobrowolnie przekazał drażliwe dane dotyczące hospitalizacji podmiotowi, który nie był uprawniony do uzyskania takiej wiedzy. Tajemnicą jest objęty już sam fakt tego, że pacjent przebywał na oddziale i podlegał hospitalizacji.

Taka wiadomość może być bowiem nośnikiem wielu informacji. Już sam fakt, że pacjent przebywał np. 2 dni na oddziale psychiatrycznym może być źródłem wielu domniemań i znaczących komentarzy.

Jak się przyjmuje, prawu pacjenta do zachowania tajemnicy informacji odpowiada „obowiązek milczenia” spoczywający na lekarzu.

Ważne zatem żeby nie dochodziło do takich przypadków. Prawdopodobnie nikt nie chciałby żeby fakty dotyczące jego leczenia czy życia prywatnego były dowolnie udostępniane.

{ 5 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Wojciech Nowak Październik 18, 2016 o 15:35

O ile przekazanie dokumentacji zewnętrznemu podmiotowi – jeśli nastąpiło bez zgody pacjenta – może być naruszeniem tajemnicy medycznej, to przekazanie informacji o tym, że ktoś był hospitalizowany na oddziale psychiatrycznym wcale nie musi naruszać tejże tajemnicy. Specjalnie użyłem słowa „przekazać”, a nie „ujawnić”, bo to, że ktoś trafia na oddział nie musi być wcale tajemnicą (więc nie ma czego ujawniać). Tę okoliczność po prostu widać, dzieje się wszak w miejscu publicznym.

Odpowiedz

Michał Grabiec Październik 18, 2016 o 16:00

Samo przekazanie informacji o tym, że ktoś był pacjentem, leżał w szpitalu czy korzystał z określonego świadczenia jest objęte tajemnicą. Jeżeli ktoś się o tym dowie, bo zobaczył pacjenta na korytarzu to ok. Proszę zauważyć, że samo widzenie pacjenta nie zdradza jego tożsamości, chyba, że chodzi o osoby publiczne.

Ale jeżeli ktoś dowiaduje się o tym z przekazu lekarza – dochodzi do ujawnienia tajemnicy dotyczącej tego pacjenta.

To, że inne osoby z przyczyn natury infrastrukturalnej (wspólna poczekalnia) widzą daną osobę, nie znaczy, że jej leczenie jest jawne.

Co ciekawe, jakiś czas temu chyba GIODO zwracał uwagę na to, że lekarz nie powinien wywoływać pacjenta po nazwisku na korytarzu. Prawdopodobnie GIODO miał na myśli ochronę danych osobowych, ale, jest do wskazówka że temat nie jest taki oczywisty. Pozdrawiam.

Odpowiedz

Wojciech Nowak Październik 18, 2016 o 20:16

Oczywiście, zgadzamy się, że czym innym jest informowanie o samym przebywaniu w szpitalu czy przychodni, a czym innym informacja dot. kwestii ściśle medycznych.
Co do niektórych pomysłów GIODO mam dystans, bo akurat samo nazwisko nie identyfikuje dostatecznie osoby, zwłaszcza gdy ją po prostu widać. Natomiast użycie nazwiska w pozytywnym znaczeniu humanizuje relację pacjent-lekarz. Cóż byłoby alternatywą? Podawanie numerka lub wzywanie formułką „proszę pacjenta na 14:15”?

Odpowiedz

rafal Październik 18, 2016 o 23:29

ja proszę po imieniu 😉

Odpowiedz

Michał Grabiec Październik 19, 2016 o 10:42

No i to jest dobre rozwiązanie Panie Rafale. Zresztą jeżeli np. ginekolog mówi: „Poproszę Panią, która była zapisana na 14:30”, to też brzmi całkiem poufnie i profesjonalnie. Z bezpośredniej relacji wiem, że taki system w gabinecie się po prostu sprawdza.

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: