Zakażenie gronkowcem złocistym a brudny parawan

Michał Grabiec        03 października 2018        Komentarze (0)

Parawany od jakiegoś czasu kojarzą się z wypoczynkiem nad polskim morzem. Nie wiedzieć czemu Polacy tak umiłowali sobie zabieranie tego gadżetu na bałtyckie plaże. Władca Polski Mateusz Morawiecki jakiś czas temu zapowiadał międzynarodową ekspansję polskiej myśli cywilizacyjnej, więc prawdopodobnie niebawem plaże Hurghady, Fuertaventury czy San Escobar zagęszczą się od fantyzyjnych parawanów zatkniętych tam przez polskich wczasowiczów.

We wrześniu miałem przyjemność przebywać kilka dni w postkomunistycznym łotewskim kurorcie nieopodal Rygi i nie widziałem tam żadnego parawanu, co wzbudziło pewne rozczarowanie, gdyż uważam, że postsowieckie plaże powinny w pierwszej kolejności paść łupem polskiego parawaningu.

No dobra, ale co ma parawan do zakażeń szpitalnych?

Jak się dowiadujemy z lektury artykułu zamieszczonego w Rynku zdrowia, „Utrzymanie czystości w otoczeniu pacjenta to kluczowy element, jeśli chodzi o zapobieganie infekcjom związanym z opieką zdrowotną”. W sumie żadem przełom, jednak kluczowe znaczenie parawanu dla prawidłowej polityki przeciwzakażeniowej to jednak jakaś nowość.

A dlaczego?

Otóż jak dowiadujemy, po jakimś czasie od wyprania na 87,5 % parawanów występował oporny na metycylinę Staphylococcus aureus (MRSA), czyli patogen alarmowy związany ze znaczną liczbą przypadków zakażeń szpitalnych.

A jak zapewne już wiesz, w procesach związanych z zakażeniami szpitalnymi kluczowe znaczenie ma wykazanie przed sądem tego czy szpital prowadzi prawidłową profilaktykę przeciwdziałania zakażeniom szpitalnym. Z kolei zakażenie gronkowcem złocistym jest często tematem, którym zajmują się polscy sędziowie.

W procesach tego typu ukształowała się bowiem pewna praktyka:

To pacjent musi uprawdopodobnić w znacznym stopniu to, że do zakażenia doszło w konkretnej placówce. Czyli przedstawia wynik badania mikrobiologicznego wraz z antybiogramem i opisem jaka bakteria została wykryta na przykład w ranie pooperacyjnej. Jeżeli jest to gronkowiec złocisty (Staphyloccocus aureus) MRSA, wówczas mamy duże prawdopodobieństwo, że do zakażenia doszło w szpitalu.

Następnym etapem jest wykazanie przez szpital tego, że nie ponosi winy w spowodowaniu zakażenia. No i właśnie – jednym z argumentów, którym będzie mógł posłużyć się szpital jest raport szpitalnego zespołu ds. kontroli zakażeń szpitalnych, z którego wynikałoby, że regularnie dokonuje się czyszczenia szpitalnych parawanów.

Oczywiście jest to broń obosieczna – w razie ustalenia w toku postępowania dowodowego, że szpital dba o czystość parawanów, jest to okoliczność niekorzystna dla powoda – pacjenta.W przeciwnym wypadku, jest to okoliczność obciążająca pozwany szpital w procesie, na przykład o zakażenie zakażenie gronkowcem złocistym.

Wniosek o przymusowe leczenie psychiatryczne a ubezwłasnowolnienie pacjenta

Michał Grabiec        02 października 2018        Komentarze (0)

Jakiś czas temu opublikowaliśmy na blogu opracowanie zawierajace wniosek o przymusowe leczenie psychiatryczne. W sumie nie minęło aż tak dużo czasu, a liczba pobrań tego e-booka przekroczyła 30.000. Aktualnie jest to 31.230 pobranych egzemplarzy.

Od tego czasu faktycznie staraliśmy się pomóc wielu rodzinom, których członkowie zostali dotknięci chorobami psychicznymi. Piszę, że staraliśmy się, bo tak naprawdę cieżko poczytywać umieszczenie kogoś na oddziale zamkniętym za sukces.

Odnotowuję też dość duże obawy potencjalnych wnioskodawców przed skierowaniem sprawdy do sądu, co jest zresztą zrozumiałe. Praktycznie każdy z pacjentów funkcjonuje w jakiejś rodzinie i w związku z wnioskiem o przymusowe leczenie psychiatryczne może dochodzić do nieporozumień i kłótni.

Mimo oczywistych i dostrzegalnych nawet dla laików luk w systemie leczenie psychiatrycznego, złożenie wniosku jest niekiedy jedyną drogą do podjęcia jakiegokolwiek leczenia przez osobę chorą. O tych problemach sygnalizowałem kilka miesięcy temu w artykule pt. „Pacjent po leczeniu psychiatrycznym nadal nie chce się leczyć„. Problemem jest chociażby brak możliwości zobowiązania do podjecia leczenia ambulatoryjnego – w poradni zdrowia psychicznego.

Obecnie pracujemy w kancelarii nad stworzeniem poradnika zawierającego wniosek o ubezwłasnowolnienie pacjenta. Problem jest ten sam. Ubezwłasnowolnienie (częściowe lub całkowite) kojarzy się z niezbyt przyjemnymi konsekwencjami dla osoby objętej wnioskiem. Ale podobnie jak w leczeniu psychiatrycznym, tutaj także nie chodzi o to żeby było przyjemnie, ale żeby komuś spróbować zwalczyć trudną chorobę. Chociażby schizofrenię, w którejś z jej licznych odmian.

Wielu z klientów łączy te dwa postępowania (wniosek o przymusowe leczenie psychiatryczne + wniosek o ubezwłasnowolnienie), gdyż cele obydwu postępowań są różne. W leczeniu psychiatrycznym – jak sama nazwa wskazuje – chodzi o podjęcie leczenia. W ubezwłasnowolnieniu najważniejsze jest chociażby uniknięcie przykrych konsekwencji finansowych podejmowanych przez chorego.

Zresztą ubezwłasnowolnienie także nie może obyć się bez pomocy lekarskiej, gdyż osobę objętą wnioskiem:

„należy wysłuchać niezwłocznie po wszczęciu postępowania; wysłuchanie powinno odbyć się w obecności biegłego psychologa oraz – w zależności od stanu zdrowia osoby, która ma być wysłuchana – biegłego lekarza psychiatry lub neurologa.

Wniosek o ubezwłasnowolnienie już wkrótce do pobrania na blogoprawachpacjenta.com.pl.

Opinia medyczna w sprawie o błąd w sztuce stomatologicznej

Michał Grabiec        25 września 2018        4 komentarze

Biegli czasami potrafią pozytywnie zaskoczyć lub negatywnie rozczarować. Nie pozostaje wtedy nic jak wytoczenie armat w postaci wniosków o wydanie opinii uzupełniających, żądania wezwania biegłych na rozprawę celem wytłumaczenia się z przyjętych wniosków. Nie ważne czy toczy się proces o zakażenie szpitalne czy błąd w sztuce stomatologicznej, opinia biegłych jest z reguły konieczna.

Czasami nie pozostaje nic innego jak złożenie wniosku o powołanie nowego biegłego lub zespołu biegłych. Różnie to bywa i chyba każdy prawnik mający cokolwiek wspólnego z sądami borykał się kiedyś z przeszkodami rzucanymi przez opiniujących.

Ale jak wspomniałem na początku, można się czasami zaskoczyć. Taki oto cytat z opinii otrzymanej przez kancelarię w sprawie dotyczącej leczenia stomatologicznego i wykonanych prac protetycznych. Przyznam, że biegły dosyć ostro przejechał się po jakości leczenia stomatologicznego i protetycznego. Można smiało przypuszczać, że wystąpił błąd w sztuce stomatologicznej.

„Po przeanalizowaniu załączonej do akt postępowania sądowego sygn. akt ………… dokumentacji medycznej, zeznań świadków, konsultacji z innych gabinetów stomatologicznych oraz osobistym zbadaniu pacjenta stwierdzam, że pacjentowi należy się kompleksowe leczenie naprawcze w gabinecie wysokospecjalistycznym, a koszty tego leczenia powinien ponieść pozwany, łącznie z pokryciem kosztów konsultacji, wykonanych do celów diagnostycznych zdjęć RTG i konsultacji. 

Powódka powinna otrzymać także otrzymać zadośćuczynienie za krzywdę spowodowaną niszczącym stresem, obciążeniom psychicznym oraz uciążliwościami spowodowanymi przez zastraszenie jej przez pozwanego”.

W sumie opinia odpowiada zarzutom poczynionym w pozwie i potwierdza przypuszczenia, że to leczenie nie było w pełni profesjonalne. Zresztą stomatolog zaproponował ugodę w tej sprawie, jednak kwota nie jest na dzień dzisiejszy odpowiednia. Chociaż i tak jest dość radykalnym zwrotem akcji w porównaniu do treści odpowiedzi na pozew, gdzie pozwani kwestionowali jakoby wystąpił błąd w sztuce stomatologicznej.

Nie jest to zresztą nic nadzwyczajnego. Towarzystwa ubezpieczeniowe (TU również zostało pozwane w tym procesie) wychodzą prawdopodobnie z założenia, że większość szkód nie trafia ostatecznie do sądu. Z ich perspektywy dużo korzystniej jest odmówić wypłaty odszkodowania i poczekać. A nuż pacjent sobie odpuści.

Summa summarum liczba pacjentów rezygnujących musi być całkiem spora, skoro ubezpieczycielom opłaca się odmawianie wypłaty świadczeń słusznych świadczeń. W wyroku orzekającym błąd w sztuce medycznej do odszkodowania dochodzą także koszty opłaty od pozwu, opinii biegłych, zwrot kosztów zastępstwa procesowego i stawiennictwa świadków. A także odsetki. W praktyce „uboczne’ koszty procesu potrafią kosztować pozwanego całkiem sporo.

Jeżeli ciekawi Cię ta tematyka, zapraszam do lektury wpisu pt. ” Odszkodowanie i zadośćuczynienie za błąd lekarza stomatologa„.

Nadzwyczajna kasta na drodze w procesie ustalenie płci

Michał Grabiec        24 września 2018        Komentarze (0)

Właściwie to powinienem dołączyć do sędziego Mitery, ministra Ziobry i innych akolitów tego, co niektórzy nazywają reformą, inni z kolei rozbiórką wymiaru sprawiedliwości. Ba sądzę, że mógłbym otrzymać złotą legitymację partii rządzącej, a co najmniej biorące miejsce na liście do jakiegoś gremium samorządowego.

Możesz wierzyć lub nie, ale dzisiaj mogłem paść ofiarą bezprzykładnej napaści jednego z przedstawicieli „nadzwyczajnej kasty”, który w legalistycznym szale omal nie przejechał mnie na przejściu dla pieszych nieopodal Sądu Okręgowego w Katowicach. Można by pomyśleć, że wreszcie ktoś zabrał się za nicponi dybiących na zdrowie i życie porządnych obywateli. Nic bardziej mylnego.

Idąc całkiem niedawno na rozprawę w sprawie o ustalenie płci (chyba jednak nie dostanę tej legitymacji 🙂 ) faktycznie prawie nie wpadłem pod koła wściekle czerwonego kompakta należącego do jednej z sędzi. Początkowo chciałem w nieparlamentarny sposób zwrócić uwagę narwanemu kierowcy, jednak zobaczywszy znajome oblicze dotarło do mnie, że prawdopodobnie to ja dałem ciała i popełniłem wykroczenie drogowe.

No pewnie. Białe pasy na szarym asfalcie nie są wytłumaczeniem, gdy w oczy razi czerwień drogowej sygnalizacji świetlnej. Przybrałem niezbyt rozsądny wyraz twarzy, wyraziłem jedną ręką solenne wyrazy skruchy. Druga ręka obciążona była togą i aktami sprawy i nie brała udziału w przeprosinach.  Faktycznie Pani sędzia jest osobą niezwykle wyważoną, mądrą. Nawet jak kiedyś oddaliła sprawę z mojego powództwa to w pełni rozumiałem jej argumentację. Klient nie zapłacił w terminie zaliczki na opinię biegłego, przez co niemożliwe było wykazanie zasadności powództwa.

Jaki z tego wniosek?

  • Prawnicy kancelarii GW LEGAL chętnie poprowadzą Twoją sprawę o ustalenie płci;
  • Istnieje minimalne ryzyko, że coś pójdzie nie tak z naszej winy;
  • Jest natomiast całkiem realna szansa, że Twój roztrzepany pełnomocnik dotrze na rozprawę lekko poturbowany;
  • Nie wpłynie to na jego waleczność i troskę o Twój najlepszy interes;
  • „Nadzwyczajna kasta” po bliższym poznaniu przybiera całkiem ludzkie i sympatyczne oblicze;
  • Lepiej nie wierzyć zbyt jednostronnym przekazom medialnym;
  • Warto zwracać uwagę na sygnalizację świetlną.

To tyle tytułem tego wpisu. Do zobaczenia na drodze lub w sądzie. Pamiętaj, że i tu i tu ważne jest przede wszystkim bezpieczeństwo. 

Świadoma i swobodna zgoda na leczenie w praktyce

Michał Grabiec        21 września 2018        4 komentarze

Koleżanka działająca w branży medycznej opowiedziała mi ciekawą historię. Poszła do przychodni na umówioną wcześniej wizytę lekarską. Chwilę odczekała na korytarzu, po czym została poproszona do recepcji, gdzie wręczono jej formularz zgody na leczenie wraz z informacją o zaznajomieniu się z wszelkimi informacjami dotyczącymi rozpoznania, możliwych metodach diagnostycznych, leczniczych. Jak zapewne wiesz, w procesie leczniczym i diagnostycznym kluczowa jest świadoma i swobodna zgoda na proponowaną procedurę medyczną. Na przekazanym do podpisu formularzu była adnotacja, że:

„miałam możliwość zadawania pytań i wyjaśnienia powstałych wątpliwości.

Nie cytuję dokładnie, ale mniej więcej o to chodziło. Koleżanka zaznajomiona wcześniej z prawami pacjenta zapytała jak ma podpisać dokument tej treści skoro nikt jej nic nie powiedział, nie wie dokładnie jakie świadczenia zdrowotne będą jej udzielane.

Uzyskała informację, że jak nie podpisze zgody to Pan doktor jej nie przyjmie.

Początkowo redagując ten wpis chciałem zabrzmieć w tony dramatyczne i patriarchalnie zarzucić przychodni łamanie praw pacjenta. Stwierdziłem jednak, że nie tędy droga i lepiej jest po prostu wskazać uchybienia, które potencjalnie mogłyby uzasadniać roszczenie o zadośćuczynienie za naruszenie praw pacjenta (zresztą jeśli chcesz zgłębić temat, to zapraszam tutaj). Koleżanka zresztą nie myśli o kierowaniu sprawy do sądu, jednak jako osoba świadoma wie, że tak to nie powinno wyglądać.

Co zrobiono źle?

Już na stronie internetowej jednej z izb lekarskich przeczytasz, że „zgoda następcza tj. wyrażona już po udzieleniu świadczenia nie ma mocy prawnej. Dla wykazania legalności swojego działania medycznego lekarz nie może się zatem powoływać na fakt,  iż pacjent potem je zaakceptował.”

Pełna prawda. Zgoda musi zostać wyrażona przed leczeniem. Pacjent zgodę w każdym momencie cofnąć, a niemożliwe i absurdalne byłoby cofnięcie zgody już po wykonaniu procedury medycznej. Dlatego tak ważne jest wyrażenie zgody przed podjęciem leczenia.

Z prawem do zgody nierozłącznie związane jest prawo do informacji o stanie zdrowia, rozpoznaniu, proponowanych oraz możliwych metodach diagnostycznych i leczniczych, następstwach i rokowaniu. Całkiem logiczna konstrukcja. Pacjent poinformowany może wyrazić zgodę świadomą i swobodną. Pacjent niepoinformowany może wyrazić zgodę, nie wiedząc na co się tak naprawdę godzi.

A w takiej sytuacji stawiamy pacjenta jako przedmiot leczenia a nie jego podmiot, co jest bardzo ważne w dobie odchodzenia od zasady paternalizmu lekarskiego na rzecz zasady autonomii pacjenta.

Co to jest paternalizm lekarski?

Chodzi o budowanie partnerskiej relacji na linii pacjent-lekarz. Do lamusa odchodzą czasy, gdy pacjent miał  położyć się na kozetce i siedzieć cicho. Teraz pacjent musi mieć prawo podjęcia decyzji czy chce poddać się konkretnej procedurze.

Przykład? Bardzo proszę.

Lekarz uznaje, że dla zdiagnozowania stanu zdrowia pacjenta konieczne jest wykonanie gastroskopii. Powinien pacjentowi powiedzieć co to jest gastroskopia, jakie mogą być powikłania (chociażby związane z konsekwencjami znieczulenia) i w jakim celu badanie ma być wykonane. Mądre i zgodne z przepisami byłoby także poinformowanie do czego może doprowadzić brak diagnostyki we wskazanym kierunku – na przykład do trudności w zdiagnozowaniu nowotworu przewodu pokarmowego i opóźnienie potencjalnego leczenia onkologicznego.

Czyli według tego modelu, najpierw odbyłaby się rozmowa, a następnie doszłoby (lub nie) do wyrażenia zgody. I to byłaby właśnie świadoma i swobodna zgoda na leczenie (diagnostykę).

To pacjent ma ostatecznie powiedzieć czy chce być tej nieszczęsnej gastroskopii poddany i czy akceptuje ewentualne ryzyko odstąpienia jej wykonania. Na tym polega zasada autonomii pacjenta. W mijającej erze paternalizmu lekarskiego lekarz oznajmiłby, że chce poddać pacjenta badaniu i na tym skończyłby się cały dialog.

Ale to nie te czasy. Teraz z pacjentem niestety trzeba najzwyczajniej w świecie porozmawiać. I to nie jest żaden mój postulat czy próba zmieniania świata. Takie są po prostu przepisy. Taka w praktyce powinna być świadoma i swobodna zgoda na leczenie.