Nie jestem Alfą i Omegą…

Michał Grabiec        29 lutego 2016        4 komentarze

…i nie zawsze wiem, czy w Twoim przypadku faktycznie ktoś popełnił błąd medyczny. Znam przepisy, orzecznictwo, przeczytałem trochę książek napisanych przez mądre uniwersyteckie głowy.

Wiem, że czasami jakaś nieprzyjemna konsekwencja jest spowodowana tym, że pomoc medyczna jest po prostu obarczona nieuchronnym ryzykiem.

Nie zawsze można komuś przypisać winę, bo też nie o to chodzi. Często pacjentów (lub członków rodziny) bardziej interesuje uzyskanie wewnętrznego poczucia sprawiedliwości niż najwyższe nawet wygrane pieniężne.

board-413157_640

Dlatego musisz zrozumieć, że czasami nie mogę przyjąć Twojej sprawy. Na rynku usług prawniczych roi się od firm, które za wszelką cenę będą chciały wziąć od Ciebie zlecenie i prowadzić z góry przegraną sprawę.

W przypadku odpowiedzialnych prawników, do których staram się zaliczać, jest trochę inaczej. Po przeanalizowaniu sprawy, jeżeli nie znajdę podstaw do wytoczenia powództwa, po prostu się o tym dowiesz.

Jeżeli sprawa nie będzie oczywista (nie jestem Alfą i Omegą), też zostaniesz poinformowany, że nie wszystko może się udać. Wtedy się zastanowimy czy nie spróbować jakiejś mniej ryzykownej drogi dochodzenia roszczeń.

Współpracuję na stałe z lekarzami, którzy pomagają mi rozwiązywać sprawy pod kątem medycznym, jednak czasami nawet specjaliści posiadają odmienne zdanie na konkretny przypadek.

W rzeczywistości sprawy sądowe nie wyglądają tak kolorowo i efektownie jak popisy amerykańskich mecenasów (à la Keanu Reeves jako Kevin Lomax w „Adwokacie diabła„) popijających kolorowego drinka pomiędzy jedną rozprawą a kolejną i w cuglach wygrywających najbardziej beznadziejne przypadki.

Czasami nawet mowa końcowa wygłoszona z błyskotliwością Cycerona, erudycją i zaangażowaniem może nie doprowadzić do happy endu. Tak bywa, zwłaszcza w niejednoznacznych przypadkach.

Ale jako mój klient, na pewno będziesz o tym wiedział.

{ 4 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Pomocpsychologa Luty 29, 2016 o 21:59

Szkoda że jest tak niewiele osób z takim podejściem 🙁 Bardzo Pana podziwiam!

Odpowiedz

Wojciech Nowak Marzec 1, 2016 o 08:35

Przesłanka niebycia alfą i omegą nie jest przesłanką do niebrania spraw przegranych z góry. Właśnie bycie alfą i omegą pozwala na określenie z góry, że sprawa jest przegrana. Ale rozumiem intencje wskazania, że nie każda sprawa jest do wygrania, i nie zależy to od pełnomocnika, ale samej sprawy.

Do adwokata lub radcy prawnego (ograniczam do tych zawodów, bo to praktycznie jedyne zawody, których przedstawiciele mogą reprezentować stronę w sądzie) idzie się po poradę. Jeśli porada brzmi, że szanse są marne, to także jest to pomocą prawną (wskazanie, że nie ma co marnować czasu i środków na spór sądowy). Właśnie to w pełni wskazuje na działanie prawnika w interesie klienta, nie swoim.

Takich oczywistych spraw jednak nie ma wiele, częściej są „oczywiste”.

Odpowiedz

Michał Grabiec Marzec 1, 2016 o 09:10

Osób uważających się za Alfę i Omegę jest w naszym pięknym kraju aż nadto. Lepiej zachować dystans do własnej nieomyślności. Natomiast nie trzeba tą Alfą i Omegą być aby móc ocenić, że niektóra sprawa jest niewarta zachodu (pełnomocnika i klienta). Pozdrawiam.

Odpowiedz

Michał Grabiec Marzec 1, 2016 o 11:24

I oczywiście miało być nieomylności, a nie nieomyślności. Nomen omen – nie jestem Alfą i Omegą:)

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: