Kancelarie odszkodowawcze często zgadzają się na niskie ugody

Michał Grabiec        08 maja 2016        4 komentarze

Idziesz sobie ulicą i nagle dostrzegasz zakurzonego Poloneza z szyldem „Odszkodowania za błędy lekarzy. Bez żadnych opłat„. Podany jest oczywiście numer telefonu do przedstawiciela firmy odszkodowawczej. Taka oferta może wydawać się kusząca – firma odszkodowawcza za darmo poprowadzi sprawę i potrąci swoje wynagrodzenie dopiero od wygranej sprawy. Rzeczywistość nie jest aż taka różowa, o czym informował ostatnio portal wyborcza.biz w artykule „Kancelarie pod nadzorem?”.

W praktyce firmy odszkodowawcze często zadowalają się szybką ugodą i bardzo wysoką prowizją od tej ugody (20% – 50 %). Bardzo często kończy się to uzyskaniem zaledwie kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy złotych za nieodwracalne i tragiczne skutki błędu. Z reguły podpisanie takiej ugody zamyka drogę do dochodzenia dalszych roszczeń. Tego typu procederem kilkukrotnie zajmował się m.in. Rzecznik Ubezpieczonych. Zresztą przeszukując Internet bez trudu znajdziesz wiele tego typu przypadków.

Zamiast tego, zlecając sprawę wyspecjalizowanej w sprawach medycznych kancelarii radcowskiej lub adwokackiej, w sądzie pacjent może uzyskać wyższe zadośćuczynienie i np. dożywotnią rentę.

W jednej z prowadzonych przeze mnie spraw udało się zakończyć pacjentowi współpracę z firmą odszkodowawczą i rozpocząć sądową procedurę uzyskania zadośćuczynienia. Oczywiście koszt prowadzenia sprawy jest wówczas wyższy, ale ostateczne kwoty uzyskane wyrokiem sądowym (lub ugodą sądową) bardziej odzwierciedlają stopień krzywdy niż naprędce podpisana ugoda.

Zresztą jeżeli Twoja sytuacja jest naprawdę nieciekawa, wówczas możesz złożyć wniosek o zwolnienie z obowiązku uiszczenia opłaty sądowej od pozwu oraz wnieść o ustanowienie pełnomocnika z urzędu. Wskazując konkretnego radcę prawnego, Okręgowa Izba Radców Prawnych z reguły uwzględnia prośbę pacjenta i wyznacza wybranego radcę prawnego. Sam prowadzę kilka spraw jako tak wyznaczony pełnomocnik z urzędu.

Jak widzisz są lepsze rozwiązania niż zlecanie swojej ważnej sprawy panom od zakurzonego Poloneza.

 

 

{ 4 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Daniel Anweiler Maj 9, 2016 o 14:28

Zgadzam się w 100 % z Panem Mecenasem.
Warto poszukać w internecie radcy lub adwokata, który się sprawami medycznymi zajmuje i z nim działać w sprawie sądowej.
Ustanowiony pełnomocnik z urzędu pracuje nad sprawą tak samo jak z wyboru. Warto zaufać osobom kształconym w walce o interes swojego klienta a nie osobom, które walczą tylko o swój interes.

Odpowiedz

Michał Grabiec Maj 9, 2016 o 14:50

Nic dodać nic ująć:)

Odpowiedz

Agnieszka Wasilewska Maj 11, 2016 o 16:22

Ważne jest posiadanie informacji, o której wspomina Pan we wpisie, że każda ugoda, zarówna taka zawarta bez postępowania sądowego, jak i już w trakcie sprawy sądowej, najprawdopodobniej będzie zawierała w sobie zrzeczenie się roszczeń również w przypadku pogorszenia się stanu zdrowia w przyszłości, ujawnienia się nowych następstw wypadku itd. Trzeba rozważyć, czy w danej sytuacji i przy określonych obrażeniach nie jest korzystniejsze poczekanie na wyrok, niż zamykanie sobie drogi do domagania się np. odszkodowania za nowe koszty leczenia w przyszłości. Ugoda – może być korzystna, ale tylko, jeśli poszkodowany zdaje sobie w pełni sprawę z jej skutków.

Odpowiedz

Michał Grabiec Maj 11, 2016 o 17:49

Tak, dokładnie. Zresztą żaden rozsądny sprawca szkody nie podpisze ugody w której pozostawiono otwarte drzwi dla dalszych roszczeń poszkodowanego. Ale jeżeli możemy mieć wróbla w garści albo gołębia na dachu, to w takim przypadku lepiej zapolować na gołębia.

Przypomniało mi się, że była kiedyś taka kapitalna kreskówka „Wredniak i Bałwan w swych latających maszynach” w której eskadra samolotów usiłowała złapać gołębia pocztowego. W tym przypadku bez powodzenia zresztą. Ale w sprawie sądowej może być zupełnie inaczej;)

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: