Gdy rodzic nie zgadza się na ustalenie prawdziwej płci swojego dziecka…

Michał Grabiec        20 czerwca 2018        Komentarze (0)

Kilka dni temu zakończyliśmy prowadzenie sprawy o ustalenie płci. Można by powiedzieć „znowu”, ale historia jest bardziej złożona. Niestety tym razem droga do korzystnego wyroku była długa, wyboista i bardzo BARDZO przykra dla naszego klienta. Miejmy nadzieję, że od teraz będzie już prościej.

Adam złożył do sądu okręgowego pozew o ustalenie płci. Zgodnie z przyjętymi regułami procesu, w pozwie wskazano jako pozwanych rodziców powoda. I tutaj właściwie zaczyna się cała historia. Nie reprezentowaliśmy Adama w tym postępowaniu, pozew został przez niego złożony samodzielnie.

Adama wychowywała matka, która od najmłodszych lat widziała różnicę pomiędzy wyglądem, zainteresowaniami i zachowaniem swojego dziecka, a wpisaną w oficjalnych dokumentach płcią (żeńską). Biologiczny ojciec Adama szybko opuścił matkę dziecka i wyprowadził się na stale za granicę. Kontakt z potomkiem pragmatycznie ograniczył  do przekazywania ustalonych przez sąd alimentów.

Do czasu otrzymania odpisu pozwu nie przejawiał najmniejszego zainteresowania sprawami swojego dziecka. Nagle, nieobecny dotąd rodzic stanął w obronie (!!) wyznawanych przez siebie konserwatywnych wartości, i zaczął kwestionować transseksualizm swojej latorośli.

Nieoczekiwanie w ojcu obudziła się opiekuńczość, troska i zainteresowanie sprawami własnego dziecka. Taka przynajmniej treść wynikała ze złożonej odpowiedzi na pozew.

Na wniosek rodzica, w sprawie zostały dopuszczone 3 opinie biegłych. Wszystkie były korzystne dla powoda, jednak ojciec Adama kwestionował każdą po kolei. Argumenty były kuriozalne, gdyż wytknięto biegłemu pojawienie się na wydarzeniu organizowanym przez organizację LGBT. Zarzucano także szkodliwy wpływ matki na psychikę dziecka oraz efekt używania leków antydepresyjnych.

Zgroza.

Niestety sąd, na wniosek ojca dopuszczał kolejne opinie, co sprawiło, że sprawa w pierwszej instancji trwała niemiłosiernie długo. Przystąpiliśmy do już toczącego się procesu z zamiarem przekonania sądu, że powoływanie kolejnych biegłych jest pozbawione podstaw i niepotrzebnie wydłuża traumę powoda, a sprawa wcale nie jest aż tak skomplikowana jak próbuje to przedstawić ojciec Adama.

Ta sztuka się udała. Sąd Apelacyjny wydał w ubiegłym tygodniu  wyrok, który wreszcie otwiera Adamowi furtkę do wymiany dokumentów, zmiany numeru PESEL i pełnego utożsamienia się z faktycznie odczuwaną płcią.

I tylko pozostaje refleksja o tym jak szkodliwa, pozbawiona sensu i krótkowzroczna potrafi być walka z marzeniami i dążeniami własnego dziecka.

W ubiegłym tygodniu  na Twitterze pojawiła się informacja o opublikowania przez Stowarzyszenie Prokuratorów „Lex Super Omnia” raportu dotyczącego kondycji i funkcjonowania polskiej Prokuratury.

Nie jest specjalnie zaskakujące, że temat stał się nieco polityczny. Gdyby raport okazał się pozytywny, na pewno zostałby wykorzystany przez obóz władzy. Gdyby krytykował Prokuraturę, wówczas skorzystałaby na tym opozycja.

Sprawa niezwykle ważna, ale niespecjalnie interesująca z punktu widzenia bloga o prawach pacjenta. Jednak dział VI raportu nosi tytuł „Sprawy dotyczące błędów medycznych”, i z tej przyczyny dokument może być dla nas ciekawy.

Około dwa lata temu Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiadało przełom w sprawach karnych dotyczących błędów w sztuce medycznej. Od tej pory miało być szybko, sprawnie i skutecznie. Zresztą chyba w ubiegłym roku Prokuratura Krajowa oglosiła na swojej stronie internetrowej, że teraz „Prokuratura lepiej broni pacjentów i ściga lekarzy”.

Brzmi trochę jak hasło „Ludowe Wojsko Polskie – niezawodnym ogniwem Układu Warszawskiego!”, ale może się za bardzo czepiam.

Czy faktycznie tak się stało? Czy rzeczywiście sprawy ruszyły do przodu?

Z lektury raportu wynika, że nie za bardzo. Nie byłbym jednak obiektywny bazując wyłącznie na wynikach publikacji stowarzyszenia prokuratorów. Obserwując jednak sprawy, które prowadzimy w kancelarii, również nie widać jakiegoś większego zainteresowania organów ściagania sprawami błędów medycznych. Nie odnotowaliśmy też przyspieszenia ich procedowania przez prokuratury czy sądy.

Dlaczego? Przyczyn jest zapewne kilka, jednak fundamentem dla zmiany szybkości postępowań na pewno nie będzie zmiana nazwy Prokuratury Apelacyjnej na Prokuraturę Regionalną czy stworzenie w ramach prokuratury superjednostek dla spraw błędów medycznych.

Największym problemem w sprawach medycznych są bowiem biegli, a raczej ich brak. W sprawach, które prowadzimy, zawsze na pewnym etapie sprawa zaczyna okres „leżakowania” akt w szafie. W okresie bezczynności czekamy po prostu na wydanie opinii przez biegłego/biegłych.

Okres oczekiwania na opinię jest długi. Wydłuża się jeszcze jeżeli sprawa się komplikuje i potrzebna jest opinia łączna wydana przez kilku specjalistów. Z kolei na opinię instytutu możemy czekać nawet rok czy dwa lata.

Oczywiście są wyjątki, jednak regułą jest raczej powolne opiniowanie przez biegłych. Dochodzi do tego częste niedotrzymywanie terminów zakreślonych przez prokuratorów czy sądy.

Ostatnio rozmawiałem z pewną Panią prokurator i zapytałem czy opinia z jednego z instytutów na wschodzie Polski będzie przedłożona w terminie. Pani powiedziała, że „na wschodzie jest inne tempo życia” i nie powinniśmy spodziewać się dochowania terminu 🙂

Zresztą opinia faktycznie wpłynęła z opóźnieniem, jednak była rzetelna, obszerna i korzystna dla naszego klienta.

Wracając do tematu – zamiast trąbić o nieistniejących sukcesach, sensowniej byłoby przemodelować system powoływania biegłych, czy egzekwować ustalonych terminów. Oczywiście problemem jest sama liczba biegłych. Problem ten jest pochodną powszechnego braku lekarzy w Polsce. Jednak i tutaj nie widać jakichś widoków na  – o ironio – dobrą zmianę.

Nie bój się sądu w swoim procesie o ustalenie płci

Michał Grabiec        30 maja 2018        Komentarze (0)

Duża część osób trans (i nie tylko) korzystających z usług kancelarii obawia się całej otoczki związanej z procesem sądowym. Sędzia ubrany w togę i przyozdobiony łańcuchem z orłem, dwie preciwstawne strony oraz ceremoniał towarzyszący formalnemu przygotowaniu postępowania działają na klientów sądów paraliżujaco.

Czy słusznie? Czasami słusznie, gdyż wielu sędziów prowadzi sprawy w groźnej i nieprzyjaznej atmosferze. Moim zdaniem taka praktyka jest nieprawidłowa. Zestresowany i sparaliżowany strachem świadek (lub strona) łatwiej zapomni jakichś ważnych dla sprawy okoliczności, niż osoba czująca się w sądzie w miarę swobodnie.

Duża część sędziów i sędzi to jednak osoby wysoce empatyczne i potrafiące zachować kulturalny i życzliwy stosunek do strony procesu.

Ciekawa jest praktyka sędziów w stosowaniu zwrotów Pan/Pani i Powód/Powódka do osób transseksualnych ustalających płeć w procesie. Najczęściej stosowane są formy wynikające z metrykalnej płci. Jednak część sędziów po jakimś czasie ewoluuje i zaczyna stosować formę, która będzie przynależna dopiero po uprawomocnieniu wyroku ustalającego płeć danej osoby.

Może nie jest to do końca akuratne jeśli chodzi o procedurę, ale jednak pozwala rozładować pewne napięcie towarzyszące procesowi sądowemu.

W tym tygodniu udało się skończyć kolejny proces. Trwał 9 miesięcy, z czego 6 miesięcy oczekiwaliśmy na opinię biegłego seksuologa.

Już po ogłoszeniu wyroku, sędzia (dotychczas konsekwentnie stosująca zwroty zgodne z płcią metrykalną – Pan powód) oznajmiła, że teraz może już zgodnie z prawem zwrócić się do Pani powódki życząc powodzenia na dalszym etapie tej trudnej i wyboistej drogi.

Z punktu widzenia prawa niewiele znaczący gest. Z punktu widzenia poszanowania godności osoby podlegającej władzy sądu – bardzo ważny.

Drogi kliencie, pomóż swojemu prawnikowi w prowadzeniu swojej sprawy sądowej!

Michał Grabiec        13 kwietnia 2018        Komentarze (0)

Inspiracją dla tego krótkiego wpisu jest autentyczny komentarz, który pojawił się na blogu. Pozwolę sobie zacytować:

„Mam pytanie w roku 1991 nie pamiętam dokładnie miałem złamaną rękę nawet nie pamiętam co się wtedy działo czy mam prawo domagać się o zadośćuczynienie

Podejrzewam, że tym razem jest to udany żart dowcipnego czytelnika. Jednak wielka liczba maili i telefonów, które otrzymujemy sprowadza się do przekazania tak lakonicznych informacji. Musisz wiedzieć, że proces sądowy o zadośćuczynienie za zakażenie gronkowcem złocistym, źle przeprowadzoną operację zapalenia otrzewnej czy powikłany poród to jest skomplikowana materia.

Nie jest też tak, że automatycznie po otrzymaniu wyników badań posiewowych w których napisano – Staphylococcus aureus (gronkowiec złocisty) możemy odpowiedzieć – „Tak, sprawa jest wygrana, proszę o zlecenie sprawy„.

Każda sprawa, nie ważne czy finalnie trafi do sądu, komisji, czy też nie, musi zostać dokładnie przeanalizowana przez nasz zespół. Na podstawie dokładniejszych wyjaśnień, dokumentów, oceny kwestii przedawnienia możemy oszacować czy sprawa jest skazana na porażkę, czy wręcz przeciwnie – można skutecznie dochodzić swoich praw w sądzie czy w wojewódzkiej komisji  ds. orzekania o zdarzeniach medycznych (jeżeli dotąd nie był Ci znany ten tryb postępowania – zapraszam do lektury jednego z artykułów o postępowaniach przed komisją).

Podobnie jest na dalszych etapach współpracy. Potrzebujemy wyjaśnień, pomocy w rozwianiu niektórych wątpliwości. Czasami możemy o jedną rzecz pytać kilkukrotnie – właśnie po to aby mieć pewność, że się dobrze rozumiemy.

A sprawa sądowa musi być dobrze przygotowana (!!). W końcu w razie przegranej ryzykujesz, że przepadnie opłata sądowa, koszty biegłego i pozostałe koszty procesu. Znacznie większe szanse powodzenia ma sprawa, w której klient aktywnie współpracuje ze swoim pełnomocnikiem.

Przyznam Ci, że wolę współpracować z klientem, który często dzwoni, dopytuje się o swoją sprawę i aktywnie chce pomóc w sporządzeniu pozwu, niż osobę, która chce zlecić sprawę i mieć ją z głowy aż do czasu przelewu zadośćuczynienia czy odszkodowania na swój rachunek bankowy.

Jeżeli zatem chcesz zwiększyć swoje szanse na wygraną w procesie, pomóż swojemu prawnikowi.

Po pierwsze…dokumentacja medyczna!

Michał Grabiec        11 kwietnia 2018        12 komentarzy

Uzyskanie dokumentacji medycznej pacjenta szalenie ważnym krokiem na drodze do rozpoczęcia procesu w sprawie o błąd w sztuce medycznej. Jest to bowiem prawie najważniejszy dowód w całym postępowaniu. Jest to także materiał, który pozwala na analizę czy jest sens rozpoczynać długotrwały i trudny proces sądowy o zadośćuczynienie czy odszkodowanie.

Całkiem często zdarza się, że odradzamy klientowi rozpoczynanie procesu. Wiele spraw jest po prostu przedawnionych i nie znajdujemy żadnych argumentów, które mogłyby podważyć zarzut przedawnienia podniesiony przez szpital. W przypadku zakażeń szpitalnych często nie da się ustalić gdzie doszło do zakażenia.

Jednak samo zwrócenie się pacjenta lub jego rodziny o dokumentację z leczenia jest często połączone z pewną podejrzliwością okazywaną przez personel administracyjny szpitala. Często zdarzają się pytania – ” A po co Pani/ Panu ta cała dokumentacja?”

Zresztą szpitalne formularze wniosków o udostępnienie dokumentacji medycznej często zawierają rubrykę, w której należy wypełnić cel żądania dokumentacji medycznej. Przepisy prawa nie przewidują obowiązku udzielania takiej informacji szpitalowi przez wnioskującego (pacjenta lub rodzinę) o dokumenty z leczenia.

W praktyce polskich lecznic kuleje zresztą sam proces udostępniania dokumentacji medycznej. Wprawdzie pacjent z reguły otrzymuje dokumentację,  musi tylko swoje odczekać. Stosunkowo często jest także odsyłany od ordynatora do sekretariatu i od sekretariatu do archiwum szpitalnego, jednak koniec końców dokumentacja jest (najczęściej) udostępniana.

Gorzej jest z udostępnieniem dokumentacji medycznej rodzinie zmarłego pacjenta. Często szpitale zasłaniają się tym, że pacjent nie upoważnił żadnej osoby do uzyskania dotyczącej go dokumentacji medycznej. Jest to zrozumiałe.

Jednak rodzina niekiedy dysponuje upoważnieniem udzielonym w innej placówce. Co wtedy powinien zrobić szpital?

Otóż sądy administracyjne wypowiadają się w sposób następujący:

„Zgodnie z zasadami dotyczącymi udostępniania dokumentacji medycznej (zawartymi w art. 26 ust. 2ustawy z 6.11.2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta) nie sposób uznać, że celem ustawodawcy było zawężenie uprawnień do udostępnienia dokumentacji jedynie do sytuacji śmierci pacjenta w tej konkretnej placówce medycznej, w której złożył stosowne oświadczenie. Takie ograniczenie uprawnień nie wynika bowiem wprost z żadnych przepisów prawa regulujących prawo dostępu do dokumentacji medycznej ”

Z treści tego uzasadnienia wynika, że nie ma znaczenia gdzie upoważnienie zostało sporządzone i złożone. Ważne jest po prostu legitymowanie się niebudzącym wątpliwości dokumentem, z którego takie upoważnienie wynika.