Jaką kwotę wpisać we wniosku o ustalenie zdarzenia medycznego?

Michał Grabiec        22 września 2017        Komentarze (0)

Maksymalne kwoty jakich możesz dochodzić w postępowaniu przed wojewódzkimi komisjami ds. orzekania o zdarzeniach medycznych to:

  • 100.000,00 zł w przypadku uszkodzenia ciała, rozstroju zdrowia lub zakażenia pacjenta
  • 300.000,00 zł w przypadku śmierci pacjenta (kwota wskazywana przez spadkobierców – wnioskodawców)

Wymogiem formalnym wniosku o ustalenie zdarzenia medycznego jest (między innymi) wpisanie kwoty proponowanego odszkodowania i zadośćuczynienia w związku z postulowanym zdarzeniem medycznym. W praktyce, formularze udostępniane na stronach internetowych przez poszczególne wojewódzkie komisje ds. orzekania o zdarzeniach medycznych zawierają rubrykę z miejscem na wpisanie stosownej kwoty.

No dobra, ale jak „wycenić” szkodę i krzywdę i jaką kwotę wpisać w rubryce? Ja zalecam wpisanie kwoty maksymalnej czyli 100.000,00 zł albo 300.000,00 zł.

Pomyślisz po co skoro i tak w większości przypadków taka kwota nie zostanie zaproponowana przez szpital? Masz rację, bo w jednym z postępowań, w których uczestniczę komisja stwierdziła wystąpienie zdarzenia medycznego w postaci ułamania jednego zęba. A w Polsce za uszkodzenie jednego zęba pacjent 100.000,00 zł nie otrzyma, chociaż nie jeden pełnomocnik ucieszyłby się taką perspektywą (success fee).

No więc po co wpisywać zawyżoną kwotę?

Otóż rzadko, bo rzadko, ale zdarza się, że wniosek o ustalenie zdarzenia medycznego „przeleży się” na biurku dyrektora szpitala, ordynatora czy innej osoby. I wtedy szpital może mieć problem, bo nieudzielenie odpowiedzi na wniosek w terminie 30 dni jest w ustawie traktowane jako akceptacja treści wniosku i proponowanej kwoty odszkodowania i zadośćuczynienia.

Jeżeli zatem wpiszesz we wniosku kwotę 10.000,00 zł (bo na tyle wyceniasz swoją krzywdę), wówczas szpital powinien Ci tyle zapłacić. Ale jeżeli wpiszesz kwotę 10 razy większą, wtedy także będziesz miał prawo ją żądać od szpitala lub wyegzekwować za pośrednictwem komornika.

Proste. Szansa na to, że szpital nie odpowie na wniosek nie jest wprawdzie duża, ale zdarzają się takie przypadki. Mnie się zdarzyło – pacjent uzyskał maksymalne możliwe zadośćuczynienie w kwocie 100.000,00 zł.

Napisałeś komentarz i czekasz na odpowiedź? Spokojnie, nie zapomniałem.

Michał Grabiec        21 września 2017        Komentarze (0)

Gdy przeszło 3 lata temu rozpoczynałem redagowanie bloga to miałem pewne postanowienie dotyczące umieszczanych na nim komentarzy czytelników.

Zamysł ten był spowodowany tym, że usiłując dodać komentarz na czyimś blogu trafiałem na nieprzekraczalny mur w postaci filtrowania komentarzy przez autora i twórcę strony. Trochę mnie to irytowało. Nie krytykuję, ale nie jest to mój styl.

Oczywiście filtracja jest potrzebna jeśli idzie o treści wulgarne. Jednak spotykałem się z tym, że próbując wskazać jakiś błąd w myśleniu autora to najczęściej komentarz taki nie przedzierał się niestety przez cenzurę. W ten sposób przedzierałem się przez polukrowane blogi, w których autorzy przedstawiali siebie jako nieomylnych herosów (i heroin) w zgliszcza obracających przyjętą przez przeciwnika linię obrony.

Chciałem zrobić to inaczej i nie usuwać komentarzy. Oczywiście jest to obarczone pewnymi konsekwencjami, gdyż koledzy mecenasi robili sobie niekiedy jaja z autora i pisali komentarze. Przeważnie o treści nie do końca związanej z tematyką strony 🙂

To postanowienie udało się osiągnąć. Filtracja na blogu dotyczy także treści typowo reklamowych w których napisano coś w stylu „Dobry wpis oby takich więcej” z podczepionym linkiem do strony reklamującej suplementy diety czy kolejnego kołcza osobistego. To też trafia do kosza.

Pojawił się inny problem. Rosnąca liczba klientów, rozpraw, posiedzeń i terminów sprawia, że coraz trudniej jest odpisywać na Twoje komentarze. Kiedyś odpowiadałem niezwłocznie, zapewniony był doskonały kontakt między autorem i czytelnikiem.

Teraz musisz czasami poczekać na reakcję. Nie zapominam, ale czasami po prostu brakuje wolnej chwili. I jak tylko czas pozwala – spieszę odpisywać. Tak, tłumaczę się trochę, ale cały ten post jest postem-usprawiedliwieniem, gdyż czytelnicy-klienci czują się niekiedy opuszczeni i dają temu wyraz. I słusznie.

Jeżeli zatem chcesz  zadać mi pytanie, zrobić na złość lub trochę storpedować plany na wolny czas, zapraszam do komentowania treści.

I chwilkę poczekaj. Spiesz się, ale powoli 🙂

Pacjent ma prawo dostępu do dotyczącej go dokumentacji medycznej. Prawo to ma charakter w zasadzie bezwzględny i szpital czy indywidualna praktyka lekarska nie powinny czynić pacjentom trudności w dostępie do dokumentacji lekarskiej.

Kwestią kontrowersyjną jest to czy pacjent ma uzyskać dostęp do kopii (odpisów, wyciągu) czy też do oryginału dokumentacji medycznej. Rzecznik Praw Pacjenta stoi na stanowisku, że dostęp ten dotyczy także oryginału dokumentacji medycznej.

Tak się składa, że do klientów kancelarii należą również szpitale i gabinety lekarskie. Kierownicy tych podmiotów stwierdzili, że w razie sporu wolą mieć nas po swojej stronie, co jest całkiem zrozumiałe.

Jeden z dyrektorów szpitala przyszedł niedawno do nas z problemem dotyczącym naruszenia prawa pacjenta do dokumentacji medycznej w jego placówce. Rzecznik Praw Pacjenta wszczął postępowanie wyjaśniające i zażądał odpowiedzi na długą listę pytań dotyczących dostępu WSZYSTKICH pacjentów placówki do dokumentacji medycznej. Pachnie to podejrzeniem naruszenia zbiorowych  praw pacjentów.

Co robić w takiej sytuacji? Z naszej praktyki wynika, że najważniejsza jest współpraca z rzecznikiem. Nie jest ważne czy stoisz po stronie pacjenta czy szpitala – warto intensywnie uczestniczyć w postępowaniu wyjaśniającym, proponować rozwiązania i konkretne wnioski.

Inaczej rzecznik (podobnie zresztą jak każdy organ represji państwowej) traktuje podmiot biernie czekający na rozwój wydarzeń a inaczej na aktywnego uczestnika postępowania. Wprawdzie w tym przypadku stoimy na nieco odmiennej niż zwykle pozycji, gdyż odpieramy zarzuty pacjenta i rzecznika, to jednak uważam, ze kulturalna polemika z rzecznikiem może odnieść lepszy efekt niż stawanie okoniem i lekceważenie kierowanych do szpitala pism.

Czym może grozić naruszenie praw pacjentów?

Otóż w skrajnych przypadkach może dojść do stwierdzenia naruszenia zbiorowych praw pacjenta, wydania przez rzecznika decyzji administracyjnej i nałożenia na podmiot kary pieniężnej w wysokości do 500 000 zł. Więcej o postępowaniu w sprawie zbiorowych praktyk pacjentów przeczytasz w artykule umieszczonym pod tym linkiem.

Od takiej kary można się wprawdzie odwołać do sądu administracyjnego, jednak nie zawsze jest to  skuteczne. W praktyce zdarzają się przypadki nakładania przez rzecznika wysokich kar.

Czytelnik pyta ile należy poczekać na rozprawę w sprawie o ustalenie płci

Michał Grabiec        19 września 2017        Komentarze (0)

Komentarze czytelników bloga stanowią często inspirację dla tworzenia nowych treści. Przecież to właśnie Ty czytelniczko lub czytelniku masz znaleźć na blogoprawachpacjenta.com.pl interesujące informacje.

Oczywiście stoi też za tym moja chęć poprowadzenia i wygrania Twojej sprawy. Dzięki blogowi możemy zatem wygrać razem.

Jeżeli już wyjaśniliśmy sobie, że blog jest przede wszystkim dla Ciebie to musisz też wiedzieć, że panel administracyjny bloga zawiera (czasami) informację jakich treści szukał gość mojej strony.

Zdarzają się oczywiście kuriozalne wyszukiwania w stylu – michał grabiec eutanazja. Nie wiem czy ktoś poszukiwał informacji o prawnych aspektach eutanazji czy po prostu ktoś chce mnie szybko odesłać w zaświaty. Nieco zatrwożony nie rozwijałem tego wątku.

Dzisiaj za pośrednictwem Googla ktoś trafił na blog szukając odpowiedzi na pytanie:

„ile czasu na wyznaczenie terminu rozprawy zmiana płci”

Prowadzimy wiele spraw o ustalenie płci i nie możemy jednoznacznie odpowiedzieć. Inaczej tę sprawę rozstrzygają sądy na Śląsku, inaczej w Toruniu, a jeszcze inaczej w malowniczym Lublinie.

Generalnie zasada jest taka, że sądy nadal traktują pozew o ustalenie płci jako coś egzotycznego i niespotykanego w codziennym życiu sędziego. To może sprawiać, że sprawa się niekiedy „przeleży się” na biurku sędziego referenta.

Jeżeli jednak klarownie napiszesz czego żądasz, jakie chcesz przeprowadzić dowody i dlaczego Twój pozew jest uzasadniony to jest DUŻA szansa na to, że sprawa zakończy się szybciej.

Więcej szczegółów dotyczących samego postępowania znajdziesz w poście pt. „Jakie dowody powołuje się w pozwie o ustalenie płci„?

Jest kilka pobocznych wątków, które także mogą sprawić, że sprawa utknie na mieliźnie lub wręcz przeciwnie – wartko popłynie w kierunku pozytywnego wyroku o ustaleniu płci. Takim wątkiem jest chociażby powołanie kuratora w przypadku jeżeli rodzic nie żyje.

Widzisz więc, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie ile należy czekać na termin rozprawy w sprawie o ustalenie płci. Wiele jednak zależy od tego jak będzie wyglądał Twój pozew o ustalenie.

Rozmawiając z klientami stwierdzam, że wśród lekarzy i pacjentów przyjął się pogląd, że za działania personelu w szpitalu odpowiedzialność cywilną ponosi szpital i ewentualnie ubezpieczyciel. I słusznie, gdyż zgodnie z przepisami odpowiedzialność za działania podległego personelu odpowiada organizator procesu leczenia.

Nie jest to wprawdzie zasada obowiązująca w każdym przypadku, ale w większości spraw faktycznie można ją zastosować (inaczej sytuacja wygląda też w procesach karnych, gdzie prokurator i sąd powinni drobiazgowo przeanalizować działanie każdego specjalisty i ustalić kto konkretnie zawinił).

A dlaczego tak jest?

Jeżeli leczenie będzie wykonywane na zlecenie, pod kierownictwem konkretnego podmiotu (szpitala), wówczas to właśnie ten podmiot jako organizator będzie mógł ponieść odpowiedzialność za ewentualne błędy w sztuce medycznej członków personelu. Chodzi zatem o organizacyjną zależność jednego podmiotu (lekarza) od drugiego (szpital).

A jak to wygląda w odniesieniu do leczenia w gabinetach i klinikach stomatologicznych? Podobnie.

Posłużę się wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Łodzi. Sprawa dotyczyła leczenia stomatologicznego  zęba nr 1 u kilkuletniej dziewczynki. Pacjentka w znieczuleniu miejscowym nie chciała współpracować z lekarzem, wierciła się na fotelu, odczuwała silny ból.

Lekarz stomatolog przerwał leczenie, podjęto decyzję o jego kontynuacji po ogólnym znieczuleniu pacjentki. Znieczulenie ogólne przeprowadził lekarz anestezjolog po wcześniejszym zapoznaniu się z wyposażeniem

Stomatolog przeprowadził zabieg, polegający na opracowaniu zęba nr 1 i rozszerzył zakres operacji o usunięcie resztek korzenia po zębie nr 4.

W pewnej chwili dentysta i anestezjolog zaobserwowali u pacjentki bezdech, a następnie zasinienie ciała dziecka. Anestezjolog wdrożył postępowanie ratownicze polegające na wentylacji chorej workiem samorozprężalnym z tlenem.

Po pojawieniu się w sali zabiegowej  pielęgniarki (z kursem ratownictwa medycznego) anestezjolog podjął masaż zewnętrzny serca, wentylację mechaniczną z zastosowaniem worka samorozprężalnego oraz farmakoterapię. Wezwana na miejsce karetka zawiozła dziecko do szpitala, jednak pacjentki nie udało się uratować. Nastąpiło zatrzymanie krążenia i stwierdzono zgon.

Wszczęto w sumie kilka postępowań przeciwko anestezjologowi. Lekarz ten został w postępowaniu dyscyplinarnym został uznany winnym niedołożenia należytej staranności w procesie znieczulenia”. Uzasadnienie orzeczenia sądu lekarskiego zawiera bardziej precyzyjny opis błędu anestezjologa. Nadal trwa także postępowanie karne, jednak opinie biegłych są dla medyka bardzo niekorzystne.

Rodzice pacjentki złożyli do sądu pozew o zadośćuczynienie za krzywdę (wstrząs psychiczny i tragedia z którą trudno rodzicom będzie się kiedykolwiek pogodzić). Sprawa toczyła się jednocześnie przeciwko: właścicielom kliniki dentystycznej i anestezjologowi.

Sąd jednoznacznie stwierdził, że:

niezależność zawodowa lekarza w zakresie sztuki medycznej nie sprzeciwia się stwierdzeniu stosunku podporządkowania w rozumieniu powyższego przepisu. Wprawdzie pozwany wykonywał czynności anestezjologiczne na podstawie cywilnoprawnej umowy o świadczenie usług medycznych, ale nie wyklucza to pozostawania przez niego w stosunku podporządkowania wobec kliniki jako jego pracodawcy i zwierzchnika.”

Sądy dwóch instancji orzekły o zadośćuczynieniu dla rodziców pacjentki za krzywdę doznaną na skutek utraty osoby bliskiej. Kwota zadośćuczynienia wyniosła w tym przypadku 115 tys. zł. Sumę tą przyznano łącznie od lekarza anestezjologa i właścicieli kliniki.