Po dłuższej przerwie chciałbym pokrótce opowiedzieć Ci o tym w jakim momencie możesz wnieść do sądu pozew o odszkodowanie czy zadośćuczynienie tak aby uniknąć przykrych konsekwencji związanych z przedawnieniem Twoich roszczeń. W ostatnich dniach mamy w kancelarii kilka spraw, które trafiły do nas niezwykle późno, zaledwie kilkanaście dni przed upływem terminu przedawnienia roszczeń.

Kilkanaście dni to nie jest czas komfortowy na przygotowanie solidnego pozwu, jednak sprężając nasze wątłe siły można sobie z tym poradzić. Zresztą właśnie to olbrzymie zamieszanie spowodowało pewien zastój twórczy na blogu.

Wątpliwości niektórych sądów budziło bowiem to czy przerwa biegu przedawnienia następuje na skutek faktycznego wniesienia pozwu do sądu –  fizycznego jego złożenia w biurze podawczym sądu, czy też wystarczające jest nadanie w tej dacie pozwu w placówce Poczty Polskiej.

Przykład:

Jeżeli termin przedawnienia upływa np. 1 stycznia to pytanie jest czy 1 stycznia pozew powinien fizycznie być w sądzie (wtedy przesyłka pocztowa powinna być nadana kilka dni wcześniej) czy też wystarczy jego nadanie na poczcie najpóźniej 1 stycznia. Możesz się dziwić, ale to budziło pewne wątpliwości.

Jednak Sąd Najwyższy wypowiedział się, że dla wniesienia pozwu zastosowanie znajdzie fragment przepisu Kodeksu postępowania cywilnego, zgodnie z którym:

„Oddanie pisma procesowego w polskiej placówce pocztowej operatora wyznaczonego w rozumieniu ustawy z dnia 23 listopada 2012 r. – Prawo pocztowe lub w placówce pocztowej operatora świadczącego pocztowe usługi powszechne w innym państwie członkowskim Unii Europejskiej jest równoznaczne z wniesieniem go do sądu.”

Ważna jest zatem data stempla pocztowego i nadając przesyłkę warto spojrzeć czy pracownik poczty przybił właściwą pieczęć na potwierdzeniu nadania przesyłki zawierającej pozew. Skutki pomyłki mogą być bardzo doniosłe, gdyż SPÓŹNIENIE SIĘ ZALEDWIE O JEDEN DZIEŃ może skutkować (z reguły skutkuje) oddaleniem powództwa z powodu przedawnienia.

Co jeszcze musisz wiedzieć? Skutek wywołuje tylko pozew wniesiony skutecznie. Jeżeli więc Twój pozew jest z jakichś przyczyn obarczony brakami formalnymi i na ich skutek zostanie zwrócony albo postępowanie zostanie umorzone, wówczas nie nastąpi przerwa w biegu przedawnienia.

Jaka rada? Aby dochować wszelkich formalności najlepiej powierz swoją sprawę radcy prawnemu albo adwokatowi, który zadba żeby Twój pozew został dopięty na ostatni guzik.

Zawieszenie prawa wykonywania zawodu karą za fałszowanie dokumentacji medycznej

Michał Grabiec        10 listopada 2017        3 komentarze

Duża część komentarzy (łącznie jest ich aż 161!) do popularnego artykułu pt. „Postępowanie z tytułu odpowiedzialności zawodowej lekarzy” dotyczy braku sensu składania zawiadomień o popełnieniu przewinienia zawodowego przez lekarza, kolesiostwa panującego w sądach lekarskich, braku zrozumienia krzywdy wyrządzonej pacjentowi czy niechęci rzeczników odpowiedzialności zawodowej do prowadzenia postępowań przeciwko swoim kolegom i koleżankom.

Nie byłbym uczciwy względem czytelniczek i czytelników pisząc, że tak nie jest. Sam kilka tygodni temu uczestniczyłem w rozprawie przed okręgowym sądem lekarskim, po której trudno było mi ukryć oburzenie zachowaniem przewodniczącego sądu lekarskiego. Sprawa była – w mojej ocenie – ewidentna i dotyczyła naruszenia prawa pacjenta do zachowania w tajemnicy informacji z nim związanych.

Wszystko było widoczne jak czarne na białym, jednak faktycznie w tym przypadku zwyciężyła wola zamiecenia sprawy pod dywan, połączona dodatkowo z niezrozumieniem istoty praw pacjenta przez sędziwego członka składu sędziowskiego.

Nie chodzi tutaj wcale o wiek, gdyż tak myśląc zahaczyłbym o ageizm (modny ostatnio termin oznaczający dyskryminację ze względu na wiek) jednak faktem jest to, że stateczni sędziowie sądów lekarskich prezentują często rozumienie praw pacjenta nieprzystające do XXI-wiecznych standardów („lekarz ma leczyć, a jedynym prawem pacjenta jest poddanie się leczeniu„- cytat autentyczny, chociaż wygłoszony przez młodą, czterdziestoparoletnią lekarkę).

Jednak zdarzają się wyjątki. Lekarz został obwiniony o fałszowanie dokumentacji medycznej. Postawiono zarzuty dotyczące naruszenia przepisów ustaw regulujących wykonywanie zawodu lekarza oraz Kodeksu Etyki Lekarskiej.

We wniosku o ukaranie (będącym w dużej częsci kopią naszego zawiadomienia o popełnieniu przewinienia zawodowego) rzecznik napisał, że lekarz zmienił datę i godzinę na aparacie KTG, następnie przebadał nim inną nieustaloną pacjentkę, uzyskał w ten sposób prawidłowy zapis tętna płodu by potem podpisać tak sporządzony wydruk imieniem i nazwiskiem ………. Takie zachowanie świadczy o występowaniu u oskarżonego zamiaru bezpośredniego.”

W wyniku nieprawidłowego nadzoru nad pacjentką doszło do niedotlenienia okołoporodowego i ciężkiego uszkodzenia ciała noworodka.

Co zrobił sąd lekarski po długim, prawie 1,5 rocznym procesie?

Otóż sąd lekarski orzekł o zawieszeniu prawa wykonywania zawodu przez lekarza na określony czas. Obecnie minimalny czas trwania  zawieszenia to 1 rok (kiedyś 6 miesięcy). Na wysokość kary miał wpływ (przede wszystkim!) brak skruchy lekarza oraz charakter naruszenia – sąd stwierdził bowiem, że było to naruszenie zasad etyki wagi ciężkiej. Sędziowie (lekarze) bardzo krytycznie ocenili zachowanie swojego kolegi po fachu.

Nie jest to może kara najsurowsza, jednak nie można powiedzieć, że brak możliwości wykonywania zawodu przez rok nie jest dolegliwy. Nie jest też tak, że sądy lekarskie są opanowane przez układy koleżeńsko-towarzyskie. Są takie przykłady, jednak są też inne przypadki – chociażby taki jak w opisywanej i prowadzonej przeze mnie sprawie.

Teraz przed klientami równie trudna droga – proces przeciwko szpitalowi o zadośćuczynienie, odszkodowanie i rentę.

Czy warto apelować od wyroku w sprawie o błąd w sztuce medycznej?

Michał Grabiec        05 listopada 2017        Komentarze (0)

Internauta przemierzając nieprzebrane i dziewicze przestrzenie ekosystemu zwanego Internetem trafił na mój blog wystukując wcześniej w wyszukiwarce Google frazę:

„Apelacja – czy warto?”

Nie trzeba być szczególnym ombibusem by wywnioskować, że internauta przegrał swój proces – od korzystnych wyroków raczej nie zdarza się apelować.*

W głowie zwizualizował mi się obraz zdruzgotanego niepowodzeniem, rozdartego wobec możliwych wyborów i niepewnego co do dalszych losów powoda (lub pozwanego), który przegrawszy proces o błąd medyczny stanął przed ważną życiowo i jakże dramatyczną decyzją – apelować czy nie apelować od wyroku?

Nie znajdziesz tutaj uniwersalnej prawdy, która jak drogowskaz powie Ci czy powinieneś złożyć tę apelację. Bo czasem warto a czasem nie warto.

Musisz bowiem wiedzieć, że wyrok najprawdopodobniej został wydany po przeprowadzeniu przez sędziego gruntownej i wnikliwej analizy materiału dowodowego. Taka jest zasada, chociaż czasami można mieć wątpliwości. Najprawdopodobniej nie znaczy na pewno.

Sędziowie są mądrymi ludźmi, którzy wiedzą jak stosować przepisy. Jednak mądrzy ludzie też popełniają błędy i wydają niesłuszne wyroki. Czasami sędzia ma gorszy dzień, pominie jakiś ważny dowód lub zapomni o istotnej kwestii proceduralnej, która w wyniku apelacji może „położyć” wydany wyrok.

Czasami może się okazać, że sędzia źle rozłoży ciężar dowodu i nakaże zakażonemu pacjentowi udowodnić w którym momencie i podczas, której wymiany wenflonu został zakażony bakterią gronkowca złocistego. A przecież na blogu łatwo znajdziesz informację, że przeprowadzanie dowodów w procesach medycznych to rollercoaster, z którego wykoleił się niejeden profesjonalny sędzia czy pełnomocnik.

I co masz zatem zrobić drogi Czytelniku? Porozmawiaj ze swoim prawnikiem i dowiedz się jakie mogą być Twoje mocne a jakie słabe strony w potencjalnej II instancji. A jeżeli nie masz dotychczas pełnomocnika i występowałeś samodzielnie w procesie to wiedz, że to jest ostatni dobry moment by fachowy prawnik zaczął prowadzić Twoją sprawę.

*Nawet jeżeli byłbyś obywatelem kochającym spędzać czas w sądzie (są takie przypadki) i chciałbyś apelować od korzystnego dla siebie wyroku to sąd mógłby uznać, że taka apelacja jest po prostu niedopuszczalna.

Kodeks Hammurabiego a błąd w sztuce medycznej. Co z zadośćuczynieniem za krzywdę??

Michał Grabiec        29 października 2017        Komentarze (1)

Kilka dni temu publikując post pt. „Czy trauma i stan psychiczny powoda mogą sprawić, że sprawa o zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej się nie przedawniła?” pozwoliłem sobie na wstawkę historyczną stwierdzając, że w czasach króla Kazimierza Wielkiego prawdopodobnie niewiele miejsca na wokandach sądowych zajmowały sprawy z tytułu błędów w sztuce medycznej.

Okazuje się, że mogło być zgoła inaczej (nie jestem historykiem i mogę pozwolić sobie na dość frywolne wnioski). Mianowicie już w Kodeksie Hammurabiego czyli znacznie przed naszą erą (p.n.e.) zawarto zapisy dotyczące odpowiedzialności prawnej lekarza za błędy medyczne.

Otóż jeden z przepisów kodeksu mówił, że:

„Jeśli lekarz obywatelowi operację ciężką nożem z brązu wykonał i spowodował śmierć obywatela lub łuk brwiowy obywatela nożem z brązu otworzył i oka obywatela pozbawił, rękę mu utną” *

W innym źródle trafiłem z kolei na wersję mówiącą, że ucięte zostaną obydwie ręce – nie wiem, która opcja jest prawdziwa. A przyznasz, że różnica jest kolosalna.

O bardziej humanitarnych karach nikomu w antycznej Mezopotamii się nie śniło, więc taki wyrok sądu mógł się wydawać całkiem rozsądny i adekwatny do wyrządzonej szkody. W dzisiejszych realiach samo użycie noża z brązu zostałoby uznane za rażące niedbalstwo chirurga.

Z kolei pozbawienie wzroku może we współczesnym systemie prawnym zostać uznane za ciężki uszczerbek na zdrowiu (zagrożony karą od 3 lat pozbawienia wolności). Natomiast pozbawienie widzenia w jednym oku może zostać uznane za „inny uszczerbek na zdrowiu” zagrożony karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

Nie znalazłem u Hammurabiego przepisów dotyczących zadośćuczynienia czy odszkodowania za tego typu działania. We współczesnym systemie pacjent, który stracił wzrok (lub nawet jedno oko) mógłby wystąpić o zadośćuczynienie za doznaną takim zdarzeniem krzywdę.

Z kolei śmierć pacjenta może w obecnych czasach skutkować skutecznym roszczeniem o zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej.

W porównaniu ze starożytną Babilonią, daje się również w dziedzinie prawa medycznego zauważyć pewien postęp.

* źródło: Jürgen Thorwald. „Dawna medycyna. Jej tajemnice i potęga. Egipt, Babilonia, Indie, Chiny, Meksyk, Peru”.

Przedawnienie. Temat rzeka i instytucja prawna sięgająca swych źródeł w starożytnym prawie rzymskim. W polskim prawie już XIV-wieczne statuty Kazimierza Wielkiego mówiły o przedawnieniu (dawności) jako o przeszkodzie do uwzględnienia żądań cywilnych w sporach toczących się w świecie średniowiecznej Polski.

W owych czasach prawdopodobnie niewiele sporów dotyczyło błędów w sztuce medycznej, gdyż stan państwowej służby zdrowia nie był wówczas najlepszy, by nie powiedzieć, że jej nie było wcale. Nie mamy też źródeł by potwierdzić, że możni czy wojowie Kazimierza snuli w tym czasie plany rozwoju prywatnego lecznictwa.

Spory tego typu rozkwitły natomiast w okresie PRL-u, gdzie właściwie każdy szpital czy przychodnia były własnością państwową.

Kiedy myślisz przedawnienie, wydaje Ci się, że to już koniec. Klamka zapadła i szpitalowi się upiekło. Często faktycznie tak to wygląda, zwłaszcza jeżeli pacjent nie ma rozsądnego usprawiedliwienia dla zbyt późnego wytoczenia powództwa o zadośćuczynienie.

Niekiedy jednak istnieją ważne przyczyny, z powodu których zarzut przedawnienia podniesiony przez szpital nie odniesie negatywnego skutku dla powoda. Chodzi na przykład o sytuację gdy stan emocjonalny, psychiczny powoda nie pozwalał na „zmieszczenie” się w standardowym, 3-letnim czasie przeznaczonym na dochodzenie odszkodowania czy zadośćuczynienia.

Kilka tygodni temu do kancelarii trafiła sprawa męża pacjentki, który po blisko 4 latach od śmierci żony postanowił zawalczyć o należne sobie zadośćuczynienie. Pomijając medyczne szczegóły wyjaśniam, że chodzi o zbagatelizowanie przez szpital (SOR) objawów rozwijającego się zakażenia organizmu – sepsy.

Klient nie mógł dochodzić zadośćuczynienia, gdyż po śmierci żony znajdował się w fatalnym stanie psychicznym, w tym również próbował odebrać sobie życie, leczył się psychiatrycznie, zresztą nadal korzysta z opieki psychologa. Mamy zgromadzone dowody (karty leczenia szpitalnego, zaświadczenia psychologów) potwierdzające stan psychiczny powoda.

Czy takie okoliczności mogą świadczyć o tym, że zarzut przedawnienia nie odniesie w danym procesie skutku?

W wielu wyrokach (również tych wydawanych przez Sąd Najwyższy nawet w latach 70-tych XX wieku) podniesiono, że jeżeli stan psychiczny powoda powoduje, że nie może on dochodzić swoich praw wówczas nie można zarzucić powodowi, że przekroczył termin na wystąpienie z powództwem o zadośćuczynienie czy odszkodowanie. W takim przypadku sąd nie oddali powództwa z powodu przedawnienia, lecz będzie prowadził postępowanie dowodowe i wyda merytoryczny wyrok.

Czy istnieje 100% pewność że argumenty o stanie psychicznym powoda odniosą skutek? Nie jest to pewne, jak zresztą nic w procesach medycznych. Wachlarz możliwych rozstrzygnięć jest w takich sporach chyba największy i niczego NIGDY nie można być pewnym.

Ale można też wygrać. I to pomimo formalnego przekroczenia terminu na rozpoczęcie procesu.