Drogi kliencie, pomóż swojemu prawnikowi w prowadzeniu swojej sprawy sądowej!

Michał Grabiec        13 kwietnia 2018        Komentarze (0)

Inspiracją dla tego krótkiego wpisu jest autentyczny komentarz, który pojawił się na blogu. Pozwolę sobie zacytować:

„Mam pytanie w roku 1991 nie pamiętam dokładnie miałem złamaną rękę nawet nie pamiętam co się wtedy działo czy mam prawo domagać się o zadośćuczynienie

Podejrzewam, że tym razem jest to udany żart dowcipnego czytelnika. Jednak wielka liczba maili i telefonów, które otrzymujemy sprowadza się do przekazania tak lakonicznych informacji. Musisz wiedzieć, że proces sądowy o zadośćuczynienie za zakażenie gronkowcem złocistym, źle przeprowadzoną operację zapalenia otrzewnej czy powikłany poród to jest skomplikowana materia.

Nie jest też tak, że automatycznie po otrzymaniu wyników badań posiewowych w których napisano – Staphylococcus aureus (gronkowiec złocisty) możemy odpowiedzieć – „Tak, sprawa jest wygrana, proszę o zlecenie sprawy„.

Każda sprawa, nie ważne czy finalnie trafi do sądu, komisji, czy też nie, musi zostać dokładnie przeanalizowana przez nasz zespół. Na podstawie dokładniejszych wyjaśnień, dokumentów, oceny kwestii przedawnienia możemy oszacować czy sprawa jest skazana na porażkę, czy wręcz przeciwnie – można skutecznie dochodzić swoich praw w sądzie czy w wojewódzkiej komisji  ds. orzekania o zdarzeniach medycznych (jeżeli dotąd nie był Ci znany ten tryb postępowania – zapraszam do lektury jednego z artykułów o postępowaniach przed komisją).

Podobnie jest na dalszych etapach współpracy. Potrzebujemy wyjaśnień, pomocy w rozwianiu niektórych wątpliwości. Czasami możemy o jedną rzecz pytać kilkukrotnie – właśnie po to aby mieć pewność, że się dobrze rozumiemy.

A sprawa sądowa musi być dobrze przygotowana (!!). W końcu w razie przegranej ryzykujesz, że przepadnie opłata sądowa, koszty biegłego i pozostałe koszty procesu. Znacznie większe szanse powodzenia ma sprawa, w której klient aktywnie współpracuje ze swoim pełnomocnikiem.

Przyznam Ci, że wolę współpracować z klientem, który często dzwoni, dopytuje się o swoją sprawę i aktywnie chce pomóc w sporządzeniu pozwu, niż osobę, która chce zlecić sprawę i mieć ją z głowy aż do czasu przelewu zadośćuczynienia czy odszkodowania na swój rachunek bankowy.

Jeżeli zatem chcesz zwiększyć swoje szanse na wygraną w procesie, pomóż swojemu prawnikowi.

Po pierwsze…dokumentacja medyczna!

Michał Grabiec        11 kwietnia 2018        5 komentarzy

Uzyskanie dokumentacji medycznej pacjenta szalenie ważnym krokiem na drodze do rozpoczęcia procesu w sprawie o błąd w sztuce medycznej. Jest to bowiem prawie najważniejszy dowód w całym postępowaniu. Jest to także materiał, który pozwala na analizę czy jest sens rozpoczynać długotrwały i trudny proces sądowy o zadośćuczynienie czy odszkodowanie.

Całkiem często zdarza się, że odradzamy klientowi rozpoczynanie procesu. Wiele spraw jest po prostu przedawnionych i nie znajdujemy żadnych argumentów, które mogłyby podważyć zarzut przedawnienia podniesiony przez szpital. W przypadku zakażeń szpitalnych często nie da się ustalić gdzie doszło do zakażenia.

Jednak samo zwrócenie się pacjenta lub jego rodziny o dokumentację z leczenia jest często połączone z pewną podejrzliwością okazywaną przez personel administracyjny szpitala. Często zdarzają się pytania – ” A po co Pani/ Panu ta cała dokumentacja?”

Zresztą szpitalne formularze wniosków o udostępnienie dokumentacji medycznej często zawierają rubrykę, w której należy wypełnić cel żądania dokumentacji medycznej. Przepisy prawa nie przewidują obowiązku udzielania takiej informacji szpitalowi przez wnioskującego (pacjenta lub rodzinę) o dokumenty z leczenia.

W praktyce polskich lecznic kuleje zresztą sam proces udostępniania dokumentacji medycznej. Wprawdzie pacjent z reguły otrzymuje dokumentację,  musi tylko swoje odczekać. Stosunkowo często jest także odsyłany od ordynatora do sekretariatu i od sekretariatu do archiwum szpitalnego, jednak koniec końców dokumentacja jest (najczęściej) udostępniana.

Gorzej jest z udostępnieniem dokumentacji medycznej rodzinie zmarłego pacjenta. Często szpitale zasłaniają się tym, że pacjent nie upoważnił żadnej osoby do uzyskania dotyczącej go dokumentacji medycznej. Jest to zrozumiałe.

Jednak rodzina niekiedy dysponuje upoważnieniem udzielonym w innej placówce. Co wtedy powinien zrobić szpital?

Otóż sądy administracyjne wypowiadają się w sposób następujący:

„Zgodnie z zasadami dotyczącymi udostępniania dokumentacji medycznej (zawartymi w art. 26 ust. 2ustawy z 6.11.2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta) nie sposób uznać, że celem ustawodawcy było zawężenie uprawnień do udostępnienia dokumentacji jedynie do sytuacji śmierci pacjenta w tej konkretnej placówce medycznej, w której złożył stosowne oświadczenie. Takie ograniczenie uprawnień nie wynika bowiem wprost z żadnych przepisów prawa regulujących prawo dostępu do dokumentacji medycznej ”

Z treści tego uzasadnienia wynika, że nie ma znaczenia gdzie upoważnienie zostało sporządzone i złożone. Ważne jest po prostu legitymowanie się niebudzącym wątpliwości dokumentem, z którego takie upoważnienie wynika.

Z lektury dokumentu sporządzonego przez Najwyższą Izbę Kontroli po przeprowadzeniu kilkumiesięcznej kontroli w jednym ze szpitali powiatowych na północy Polski wynika, że na oddziale ginekologiczno-położniczym szpitala doszło do tragedii.

Noworodek przyszedł na świat z ciężkim urazem okołoporodowym – doszło do porażenia splotu barkowego. Nie wiemy jednak czy doszło do błędu w sztuce medycznej.

Nie wiemy czy np. źle oceniono wagę płodu i na skutek takiego błędu doszło do porodu siłami natury, zamiast zastosowania cesarskiego cięcia. Takie okoliczności są ustalane przez sądy lub komisje ds. orzekania o zdarzeniach medycznych.

Odpowiednio skonstruowany pozew albo wniosek o ustalenie zdarzenia medycznego wraz z dokumentacją medyczną i relacjami świadków jest przedmiotem oceny przez skład orzekający. Najczęściej dochodzi także do wydania specjalistycznej opinii oceniającej prawidłowość przeprowadzonej akcji porodowej.

W tej sprawie rodzina dziecka prawdopodobnie nigdy nie dowie się czy doszło do błędu w sztuce. Bardzo możliwe, że dziecko, ani jego bliscy nie otrzymają także zadośćuczynienia za doznaną krzywdę. W dokumencie NIK-u kontrolerzy stwierdzili, że:

Przypadek uszkodzenia ciała noworodka (porażenie splotu barkowego) był przedmiotem postępowania Wojewódzkiej Komisji ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych w ……. – wniosek o zapłatę zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, jako złożony po terminie, odrzucono.

Co to znaczy? Wielokrotnie pisałem o tym, że w sprawach sądowych konieczne jest zachowanie terminów. Zarówno postępowania przed komisjami, jak i sprawy sądowe nie mogą być skutecznie dochodzone po upływie określonego czasu od zdarzenia. Jeżeli śledzisz komentarze na blogu, na pewno znasz przypadki, w których poszkodowani piszą do mnie:

„Operacja miała miejsce w 2008 roku. Czy jest możliwe uzyskanie odszkodowania?”

Niestety często okoliczności sprawy sprawiają, że jest już za późno. Najczęstszy termin na wytoczenie powództwa przed sądem to 3 lata. Niekiedy dłużej. Z kolei na złożenie wniosku o ustalenie zdarzenia medycznego mamy 1 rok od zdarzenia. Czasami termin ten wydłuża się, jednak raczej do nie więcej niż 3 lata od zdarzenia.

Złożenie pisma wszczynającego postępowanie dzień (!) po upływie terminu najczęściej powoduje przegranie sprawy właściwie jeszcze przed jej rozpoczęciem.

Nadzieje na przynajmniej częściowe ulżenie cierpieniom pacjenta i jego rodziny i uzyskanie godnego zadośćuczynienia i odszkodowania zostają rozwiane przez upływ terminu. Niby błahostka, bo jakie znaczenie dla stopnia krzywdy może mieć jeden czy dwa dni zwłoki w rozpoczęciu postępowania.  A jednak ma znaczenie. I to ogromne.

 

 

Prawnicy lubią odpowiadać na pytania – ” to zależy”.

Nie jest to wybieg czy chęć ukrycia własnej niewiedzy. Często linia orzecznicza sądów w danej sprawie jest rozbieżna i doprawdy trudno przewidzieć jaki pogląd sędzia zaprezentuje w danej sprawie.

Sąd Apelacyjny w Łodzi może mieć zupełnie odmienne stanowisko niż Sąd Apelacyjny w Katowicach. Są też sądy, które nie wypowiedziały się dotychczas w danej kwestii i preferują linię orzeczniczą „łódzką” lub „katowicką”. Jak widzisz, niekiedy ciężko jest jednoznacznie powiedzieć jaki pogląd prawny zaprezentuje sąd w danej sprawie.

Taka właśnie rozbieżność występuje zagadnieniu zadośćuczynienia dla najbliższych pacjenta, który na skutek błędu w sztuce znajduje się w stanie, który utrudnia lub uniemożliwia nawiązanie z nim właściwej relacji. Tylko najbliższa rodzina niepełnosprawnych pacjentów wie, z jaką traumą wiąże się brak możliwości zbudowania normalnych więzi rodzinnych.

Pewne jest to, że życie najbliższych takiego pacjenta zmienia się ogromnie i mimo miłości, którą darzone jest dziecko czy osoba dorosła, nie można mówić o zwyczajnych i wzorcowych relacjach domowych.

Dotychczas istniała duża rozbieżność co do tego czy zadośćuczynienie może zostać przyznane rodzinie takiego pacjenta. Nie budziło  wątpliwości to, że pacjent może uzyskać zadośćuczynienie za doznaną przez siebie krzywdę. Ale rodzice, rodzeństwo czy partner opiekujący się pacjentem? Nie było jednoznacznej odpowiedzi.

Przykładowo, Sąd Apelacyjny w Łodzi stwierdził w jednej sprawie, że:

nie ma podstaw do przyjęcia poglądu, że można wyodrębnić dobro osobiste w postaci prawa do istnienia niezakłóconych relacji rodzinnych”

Jednak Sąd Apelacyjny w Warszawie twierdził, że:

„Rodzice upośledzonego dziecka, które na skutek winy lekarzy przy porodzie doznało ciężkiego uszkodzenia ciała o skutkach trwałych i nieodwracalnych, mogą żądać zadośćuczynienia za wyrządzoną im krzywdę”

Na skutek uchwały wydanej w dniu wczorajszym przez 7 siedmiu sędziów Sądu Najwyższego (tzw. uchwała siódemkowa) można mówić o pewnej zmianie. Przeczytałem, że sprawę od wielu lat prowadzą mecenas Jolanta Budzowska oraz mecenas Karolina Kolary. Obydwu Paniom należy się ogromny szacunek i podziękowanie za pokierowanie sprawy w tym jakże pożądanym przez ofiary (tak, ofiary) błędów medycznych kierunku.

Pozostaje zadać jednak pytanie: kto to jest osoba najbliższa?

W mojej opinii nie można utożsamiać pojęcia „osoby najbliższej” tylko i wyłącznie przez osoby z kręgu rodziny rozumianej przez pryzmat Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (rodzice, rodzeństwo). W dzisiejszych realiach często spotyka się osoby żyjące w związkach  partnerskich nieformalnych, konkubinatach, kohabitatach które nie są nigdzie rejestrowane.

Nie można sensownie bronić tezy, że brak rejestracji związku powoduje gorszą i luźniejszą więź emocjonalną między osobami. Stosunek bliskości nie jest bowiem uzależniony od formalnego wpisania relacji do rejestru.

Podobną tezę postawił również Sąd Apelacyjny w Łodzi pisząc w jednym z wyroków, że:

„najbliższym członkiem rodziny – w zależności od sytuacji – niekoniecznie musi być najbliższy krewny. Za najbliższego członka rodziny uznaje się bowiem nie tylko matkę, ojca, rodzeństwo i dzieci, ale także macochę, ojczyma, rodzeństwo przyrodnie oraz partnera pozostającego ze zmarłym w związku nieformalnym (konkubinacie).

Wracamy jednak do punktu wyjścia. Czy Sąd w Rzeszowie (lub Krakowie, Gdańsku, Białymstoku) podzieli w Twojej sprawie punkt widzenia Sądu Apelacyjnego w Łodzi?

To zależy.

Czy można przeprowadzić proces o ustalenie płci bez udziału biegłego?

Michał Grabiec        26 marca 2018        Komentarze (0)

Może zbyt wcześnie by mówić o przełomie, natomiast można pisać o próbie korekty kursu w dotychczasowym orzecznictwie dotyczącym sądowej zmiany płci.

Sąd Apelacyjny w Łodzi wydał wyrok w sprawie ustalenia płci osoby transseksualnej. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że wyrok został wydany bez udziału biegłego seksuologa, psychiatry czy psychologa. Uzasadnienie nie jest jeszcze dostępne publicznie, jednak zwróciliśmy się do sądu o udostępnienie nam zanonimizowanego uzasadnienia wyroku, w oparciu o przepisy o dostępie do informacji publicznej. Sąd po kilku dniach przesłał nam wyrok wraz z uzasadnieniem.

Jak zapewne wiesz, proces o ustalenie płci odbywa się z reguły przy udziale biegłych, a osobami pozwanymi są rodzice i niekiedy dzieci osoby transseksualnej. W rozpoznawanej sprawie, sąd poprzestał na przeprowadzeniu innych dowodów niż opinia biegłych (takimi dowodami mogą być przesłuchania świadków oraz na przykład zaświadczenia wystawione przez lekarzy określonej specjalności). Na podstawie takich dowodów ustalono płeć osoby transseksualnej. Tak jak wcześniej wspomniałem, nie jest to jeszcze przełom, raczej światełko w tunelu.

Zresztą, od wielkiego dzwonu, sądy już wcześniej orzekały o ustaleniu płci bez opinii biegłych. W takim duchu była zresztą napisana ustawa o uzgodnieniu płci, która w 2015 roku została zawetowana przez prezydenta.

Omawiany wyrok jest ciekawy również z innej przyczyny. Powód ma szóstkę dzieci, które nie zostały wskazane w pozwie. W naszej kancelaryjnej praktyce też unikamy pozywania dzieci osób trans, gdyż uważamy, że nie jest to właściwe rozwiązanie. Sąd apelacyjny potwierdził, że dzieci osoby transseksualnej nie mają żadnego  interesu w byciu uczestnikami takiego procesu, gdyż mówiąc kolokwialnie, nie jest to ich sprawa. Sąd oczywiście użył nieco bardziej wyrafinowanej argumentacji, jednak do tego sprowadza się uzasadnienie sądu.

Jak będzie wyglądała praktyka? Nie ma co spodziewać się, że nagle sądy zmienią swoje swoje dotychczasowe stanowisko i będą orzekać bez opinii biegłych. Na dzisiejszej rozprawie sąd okręgowy także zdecydował o przeprowadzeniu dowodu z biegłego w sprawie o ustalenie płci.

Jednak to kropla drąży skałę. Kiedyś będzie zapewne inaczej.